„W pył zwrot” Muduko – recenzja

W Wielkiej Prapuszczy został rozstrzygnięty Wielki Pojedynek, a nowy władca został wybrany. Mieszkańcu Boru już szykują się do świętowania, jednak nowy władca ma pewną zachciankę. Chce spróbować pyłki kwiatowego, który znany jest ze swoich właściwości leczniczych. W grze zbieramy i wysyłamy armię owadów na bój z przeciwnikami w celu zdobycia jak największej ilości pyłku kwiatowego. Bowiem ten kto zdobędzie go najwięcej zaskarbi sobie wdzięczność nowego władcy Wielkiej Prapuszczy i zostaniem mianowany Mistrzem Pyłku.

„ W pył zwrot” to pięknie wydana gra karciana. W pudełku znajdziemy:

– 25 kart kwiatów z pyłkiem,

– 52 karty owadów w 4 kolorach,

– 1 kartę czarnej pszczoły,

– instrukcję.

Zamawiając grę na stronie wydawnictwa Muduko w bonusie otrzymamy 2 karty specjalne owadów tzw. jokery.

Na szczególną uwagę zasługują ilustracje na kartach za które odpowiada Piotr Sokołowski. Kart są lekko stylizowane na steampunk. Owady umieszczone na kartach w swoich odnóżach trzymają różne narzędzia, bronie to walki z przeciwnikami. Na ich głowach znajdziemy hełmy czy okulary. Ciała niektórych chronione są przez efektowne zbroje. A zbierany pyłek mogą chować do trzymanych lub przewieszonych sakiewek czy zadziwiających garnców.

Kwiaty zdają się wydawać bardziej naturalnie jednak gdy przyjrzymy się im uważnie dostrzeżemy, że pyłek wydobywa się z nich niczym z fabryk. Za sprawą kart możemy się przenieść do baśniowego świata pięknych kwiatów i owadów. Jednak wygląd zarówno kwiatów jak i owadów nie odbiega od realności i bez trudu rozpoznamy gatunki. Zresztą w instrukcji znajdziemy ciekawostki na temat owadów i kwiatów, dzięki temu lepiej poznamy naszą armię i mamy szansę zaciekawić dzieci otaczającą przyrodą i docenić wartość owadów zapylających. Zachęcam do wejścia na stronę wydawnictwa Muduko (kliknij tutaj), tam również poznamy owady występujące w grze „W pył zwrot”.

Oczywiście Gra „ W pył zwrot” posiada znaczek ECO Friendly game co oznacza że produkt został zaprojektowany i wykonany z zachowaniem najwyższych ekologicznych standardów. Gra bez plastiku, stworzona z surowców z certyfikatami FSC, z użyciem bezpiecznych farb i klejów pochodzenia roślinnego.

Znaczek 100% safe Biocidal coating, mówi nam o walorach biobójczych gry. Dzięki opatentowanej metodzie lakierowania powierzchni drukowanych wykazują silne zdolności biobójcze (bakteriobójcze i wirusobójcze) i samosterylizujące. Dzięki czemu karty mogą być użytkowane w większych grupach bez konieczności częstego dezynfekowania.

Celem gry „W pył zwrot” jest zdobycie jak najwięcej pyłku kwiatowego. Karty kwiatów oznaczone są liczbami od 2 do 8 liczby te stanowią ilość zdobytych punktów. Im więcej punktów ( wartość pyłku) tym lepiej. Na koniec rozgrywki wygrywa osoba, która zdobyła najwięcej punktów.

Na początek porządnie tasujemy wszystkie karty i rozdajemy każdemu z graczy po 6 kart. Pozostałe pozostawiamy zakryte w stosie na stole (czy gdzie tam gramy). W swojej rundzie graczy wykonuje jedną z dwóch akcji: albo dobranie karty na rękę z zakrytego stosu albo zagranie karty. Możemy zagrać kartą kwiatu, wtedy umieszczamy ją przed sobą. Zagranie kwiatu jest konieczne aby zdobyć drogocenny pyłek. Oczywiście wtedy inny gracze przystąpią do boju razem z nami o zdobycie tego kwiatu. Możemy też zagrać kartą owada, jednak tylko wtedy gdy na stole jest już jakiś kwiat. Owady bowiem układamy obok kwiatu, tak by leżał po stronie po której siedzimy, dzięki temu łatwo rozpoznamy kto go tam umieścił. Jeśli obok kwiatu nie ma żadnego owada to możemy położyć dowolny kolor naszej armii, jednak gdy ktoś umieścił tam swojego owada np. żółtą pszczołę to my nie możemy położyć tego samego koloru. Musimy wtedy użyć zieloną mrówkę, niebieskiego motyla czy czerwoną biedronkę.

A kiedy zdobywamy kwiaty? Zawsze przed swoją rundą sprawdzamy toczące się bitwy. Jeśli przy jakimś kwiecie nasza armia owadów jest większa niż armia przeciwnika to wygrywamy tą bitwę, zdobywając kwiat (odkładamy go zakrytego obok siebie a owady biorące udział w bitwie odkładamy do pudełka). Jeśli siła naszej armii jest taka sama jak przeciwnika bój trwa nadal. Kwiat zdobywamy również jeśli we wcześniejszej rundzie zagraliśmy kwiat i nikt nie przystąpił do bitwy o niego (czyli nie leżą przy nim żadne owady). Po sprawdzeniu toczących się bitw wykonujemy jedną z opisanych czynności albo dobieramy kartę albo zagrywamy kartą.

Aby rozgrywka była ciekawsza, w każdej grupie owadów występuje dowódca, który jest silniejszy niż wszystkie zsumowane karty owadów. Kartę dowódcy możemy położyć przy kwiecie przy którym już posiadamy jakiegoś owada i musi być ona w tym samym kolorze co nasz owad. Nowo położony dowódca eliminuje wcześniej położonego przez innego gracza dowódcę (należy ją odłożyć do pudełka).

Mamy jeszcze kartę czarnej pszczoły, którą możemy położyć przy kwiatku, nawet jeśli nie posiadamy tam swojej armii. Podobnie jak dowódca jest silniejsza niż wszystkie zsumowane karty owadów i eliminuje wcześniej położonego dowódcę.

Dodatkowo kupując w sklepie internetowym wydawnictwa Muduko otrzymamy bonusowo 2 kart owadów joker-ów. Owady są o wartościach 2 i 3 jednak możemy je położyć na armię w dowolnym kolorze.

Gra kończy się gdy zabraknie kart w stosie i jeden z graczy zagra swoją ostatnią kartą. Liczymy wtedy punkty ze zdobytych kwiatów. Jeśli zostały nam na ręce jakieś kwiaty których nie zagraliśmy, wtedy ich wartość odejmujemy od zdobytych punktów. Miano Mistrza Pyłku zdobywa grać z największą ilością punktów.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 7 roku życia. ”W pył zwrot” może grać w od 2 do nawet w 8 osób. Możemy grać w 2 trybach: normalnym (od 2 do 6 osób) gdzie każdy z graczy rywalizuje z pozostałymi lub w trybie drużynowym ( 4, 6 lub 8 osób), gdzie łączymy się w pary i wspólnie walczymy przeciwko innym drużynom.

Podsumowując gra nam się bardzo dobrze. Próbujemy stosować różne taktyki w grze, dzieci uczą się planowania do przodu, przewidywania ruchów przeciwników a jednocześnie należało by zapamiętać wcześniej rzucone karty, aby wiedzieć w naszej bitwie może zagrozić dowódca czy czarna pszczoła.

Przyznam szczerze, że ja nie znalazłam dobrej taktyki na tą grą. Ciągle zastanawiam się czy lepiej rzucać najpierw mniej wartościowe kwiaty, żeby przeciwnicy się na nie rzucili tracąc swoją armie? Czy może lepiej zagrywać wyższe, żeby szybciej zdobyć wyższą liczbę punktów? Czy najpierw dobierać karty, aby zdobywać potężną armię owadów i liczyć na pojawienie się w swoich kartach dowódcy czy czarnej pszczoły. Każda rozgrywka przebiega inaczej i chyba na każdą potrzebna jest inna taktyka. Gra jest bardzo dynamiczna i z każdym ruchem zmienia się przewaga sił. Nam najlepiej grało się w minimum 3 osoby, bo wtedy bitew o kwiaty jest dość sporo i możemy wprowadzać więcej taktyki czy blefu.

#

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Reiner Knizia
  • Ilustracje: Piotr Sokołowski
  • tłumaczenie: Filip Makówka

„Gra z jajem” Muduko – recenzja

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami i pojawiają się jajka, pisanki, zające i lisy.

Pewnie zastanawiasz się co lisy mają wspólnego z Wielkanocą. Ostatnio trafiła do nas „Gra z jajem” wraz z dodatkiem „Pisanka” i tam właśnie spotkamy lisa który przegania kury, tylko nie czekoladowe.

Zasady gry są banalnie proste. Naszym zadaniem jest doliczyć do 5 jajek które pojawią się na stosie i powiedzieć cięcie. Bo cała fabuła opiera się na kręceniu filmu i karty do gry wyglądają jak klatki filmowe. Musimy liczyć jajka które pojawiają się w filmie, ale żeby nie było zbyt łatwo zwierzęta pojawiające się w filmie zmieniają liczbę dostępnych jajek.

„Gra z jajem” to pudełko w którym znajdziemy 51 kart aktorów grających w filmie (jajka, kury, lisy, psy, kaczki, dżdżownice, strusie jaja, kogut oraz rolnik), 4 puste karty (do własnego uzupełnienia), 8 żetonów jajek (każdy w 3 kawałkach – do liczenia punktów) oraz instrukcję.

Jakby tego było mało do „Gry z jajem” powstał dodatek „Pisanka”, które jeszcze bardziej urozmaicają grę. Dodatek „Pisanka” nawiązuje do Wielkanocy, dzięki niemu w filmie ma okazję zagrać pisanka, czekoladowa kura czy zajączek wielkanocny.

Grę można zabrać ze sobą wszędzie, małych rozmiarów zmieści się w torebce czy plecaku. Jednak gra wymaga skupienia, więc nie wszędzie możemy w nią zagrać. Choć muszę przyznać, że ja mam większy problem ze skupieniem uwagi gdy wkoło jest głośno, czy biega dużo dzieci, a mam wrażenie że moim dzieciom jakoś to nie przeszkadza. Dlatego lubią grać w takich miejscach ze mną, bo szanse na ich wygraną wzrastają, bo łatwiej o rozproszenie dorosłego.

Zanim przejdę do zaznajomienia Was z samą grą, wspomnę o walorach biobójczych. Dzięki opatentowanej metodzie lakierowania powierzchni drukowanych wykazują silne zdolności biobójcze (bakteriobójcze i wirusobójcze) i samosterylizujące. Dzięki czemu karty mogą być użytkowane w większych grupach bez konieczności częstego dezynfekowania. Szukajcie znaczka 100% safe Biocidal coating.

Oczywiście Gra z jajem posiada znaczek ECO Friendly game co oznacza że produkt został zaprojektowany i wykonany z zachowaniem najwyższych ekologicznych standardów. Gra bez plastiku, stworzona z surowców z certyfikatami FSC, z użyciem bezpiecznych farb i klejów pochodzenia roślinnego, z kartami zapakowanymi w celofan.

Wyobraź sobie że właśnie trwa Festiwal Filmowy, niestety zdarzyła się katastrofa. Pies Frędzel pomieszał wszystkie rolki filmu. Mamy mało czasu, by skleić cały film na nowo. Musimy stworzyć historię od samego początku, pamiętając o tym, że kończy się ona po piątym jajku. „Gra z jajem” to pamięciowa karcianka z fantastycznym pomysłem, która wciągnie was na wiele rund, a potrzebna jest tylko dobra pamięć i bystre oko.

Zasady „Gry z jajem” są dość proste. Jeśli gramy w więcej niż 2 osoby to wybieramy reżysera, który będzie wykładał jedną kartę za drugą na środku stołu. Reżyserem można być na całą rozgrywkę lub zmieniać się co rundę. Jeśli gramy w 2 osoby to nie ma reżysera, a karty wykładamy na zmianę. Wykładane karty będą tworzyć film. Zadaniem graczy jest liczenie jajek pojawiających się w filmie. Gdy doliczmy do 5 robimy cięcie i zakrywamy dłonią karty. Kto pierwszy ten lepszy, więc bystre oko i refleks się przydadzą. Żeby nauczyć się zasad początkowo graliśmy tylko z udziałem 3 aktorów: Jajka, Kura i Lis. Gdy w filmie pojawiała się Kura siadała ona na jajku i tego jajka nie mogliśmy już liczyć. Jednak gdy pojawiał się Lis przeganiał on kurę siedzącą na jajku, dzięki temu znów było ono dostępne (czyli mogliśmy je liczyć do naszych 5 jajek). Jak gracz zrobi cięcie, pozostali gracze mogą się z tym zgodzić lub zakwestionować liczbę dostępnych jajek. W tym przypadku reżyser odtwarza film w zwolnionym tempie, aby sprawdzić czy liczba jajek wynosi co najmniej 5. Jeśli liczba się zgadza gracz, który zrobił cięcie otrzymuje punkt, a wszyscy którzy kwestionowali tracą 1 punkt. Jednak jeśli liczba jajek jest mniejsza niż 5, gracz, który zrobił cięcie nie otrzymuje punktu, a wszyscy którzy kwestionowali zyskują 1 punkt. Rozgrywka toczy się do uzyskania 3 punktów przez jednego gracza, a tym samym ułożenia przez niego pełnego jajka z punktów.

„Gra z jajem” wymaga koncentracji uwagi na tym jakie zwierzęta pojawiają się w filmie, pamięta też się przyda żeby doliczyć ile to kur już usiadło 🙂

Jak już nieco się ogramy możemy dodawać dodatkowe postacie do naszego projekcji. Kolejne zwierzęta nieco utrudniają, wprowadzają więcej zamieszania, dzięki temu rozgrywka staje się ciekawsza. Moje dzieci dość szybko sięgnęły po kolejnych aktorów i wprowadzaliśmy ich po kolei żeby nie robić zbyt dużego zamieszania. Do filmu możemy wprowadzić: Baryłę czyli jajko strusia i będzie ona w filmie liczyć się jako 2 zwykłe jajka i kura nie będzie na nim siadać. Kogut imieniem Rokoko będzie nam kończył rozgrywkę. Wtedy gracze muszą natychmiast zrobić cięcie i podać liczbę jaj dostępnych w filmie. Możemy też zaprosić psa który odgoni nadchodzącego lisa, chroniąc w ten sposób kurę wysiadującą jajko. Jednak gdy w filmie pojawi się lis przegrany za kurę (kolejna dodatkowa postać) to przegania on kurę siedzącą na jajku, a dzięki przebraniu pies go nie odgania. Kompostowiec różowy czyli dżdżownica przyciąga do siebie kurę, dzięki temu kura nie siada na jajku. Może też pojawiać się zachłanny Wiesiek – rolnik który zabiera wszystkie dostępne jajka. I nasze ulubienica Tosia – kaczka gdy pojawia się w filmie wszyscy muszą powiedzieć kwa, jak ktoś zapomni reżyser wymyśla dla niego dodatkowe zadanie 😉

Jeśli radzicie sobie świetnie z liczeniem do 5 i wasza spostrzegawczość jest na najwyższym poziome to polecamy dodatek „Pisanka” To zaledwie 9 dodatkowych kart w temacie Wielkanocnym, jednak potrafią utrudnić liczenie. Znajdziemy tam Pisankę – która liczy się jak zwykłe jajko, jednak kura nie może na nim usiąść a rolnik nie może go zabierać. Czekoladowa kura – wysiaduje tylko pisanki i nie boi się lisa. Zajączek wielkanocny z pędzelkiem przemaluje wszystkie dostępne jajka na pisanki, dzięki temu zwykłe kury nie będą na nich siadać. Zajączek robi psikusy i chowa pojawiające się jajko, ale z nadejściem kolejnej karty oddaje je na miejsce i jajko znów jest dostępne w filmie.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 7 roku życia. Zasady są dość proste i myślę że spokojnie można grać z młodszymi graczami, u nas 6 latka ogrywa nas często. W ”Grę z jajem” może grać w od 2 do nawet w 8 osób.

Podsumowując gra jest bardzo fajna, łatwe zasady pozwalają zagrać nawet nie wprawionym graczom. Gra wymaga uważnego obserwowania, wytężenia pamięci i logiki w myśleniu. Jednak nie czujemy znużenia tą koncentracją, gdyż wszystko toczy się dość szybko ii w formie zabawy. Rundy są krótkie, dzięki temu nawet jak przegrywamy to sytuacja za chwilę może się zmienić.

Lubię, gdy które dodatkowo coś wnoszą, czegoś uczą. I właśnie taką grą jest „Gra z jajem” wraz z dodatkiem „Pisanka”. Uczy dzieci koncentracji uwagi, kierowania tą uwagą świadomie na pojawiające się karty i nie zauważania pojawiających się rozpraszaczy. Wystarczy, że ktoś coś powie, że pojawi się powiadomienie w telefonie albo cokolwiek innego odwróci naszą uwagę i łapiemy się na tym, że już nie pamiętamy ile było jajek.

Muszę przyznać, że moja córka lat 6 niestety ale nas ogrywa dość często ( i żeby nie było nie podkładamy się). Gra jej się spodobała tak bardzo, że trenuje swoją pamięć z młodszym bratem, który ma jej tylko wykładać karty i robić głupie miny, żeby ją rozproszyć. A ona nie dając się sprowokować spokojnie liczy jajka. No cóż muszę się pogodzić z tym, że będą przegrywać 😉

Jeszcze nie wymyśliliśmy co umieścić na pustych kartach jak macie pomysły dajcie znać w komentarzach.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Charles Bossart
  • Ilustracje: Pauline Berdal
  • tłumaczenie: Filip Makówka

„Wirus! Najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie ” Muduko – recenzja

„Wirus najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie” jest na rynku już jakiś czas, lecz przyznam że dopiero niedawno trafił w nasze ręce. Muszę przyznać że zawirusował nas nieźle. Ponieważ akurat siedzieliśmy z jakimś choróbskiem w domu to mieliśmy sporo czas na zapoznanie się z grą.

Wydawało mi się że zwykła gra karciana szybko może się znudzić. Nic bardziej mylnego dodatki do tej gry potrafią nieźle namieszać. Dzięki temu gra „Wirus” wchodzi na wyższy poziom i możemy grać bez końca.

Zasady gry są banalnie proste. Naszym zadaniem jest uzbierać 4 zdrowe ograny bez znamion wirusa. Oczywiście pozostali gracze będą chcieli zawirusować nasze ciało, jednak możemy się chronić za pomocą szczepionek.

„Wirus najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie” to pudełko z instrukcję oraz 68 kartami, które przedstawiają organy, wirusy i szczepionki oraz terapie (to właśnie dzięki nim rozgrywka staje się najciekawsza).

Jakby tego było mało do gry „Wirus” powstały 2 dodatki, które jeszcze bardziej urozmaicają grę. „Wirus! Halloween” oraz „Wirus! 2 Ewolucja”

Zanim przejdę do zaznajomienia Was z samą grą, wspomnę o walorach biobójczych. Dzięki opatentowanej metodzie lakierowania powierzchni drukowanych wykazują silne zdolności biobójcze (bakteriobójcze i wirusobójcze) i samosterylizujące. Dzięki czemu karty mogą być użytkowane w większych grupach bez konieczności częstego dezynfekowania. Szukajcie znaczka 100% safe Biocidal coating.

Grę „Wirus” możemy zabrać ze sobą wszędzie, gdyż małe pudełko z pewnością zmieści się do torebki. A do samej rozgrywki nie potrzeba dużo miejsca (kawałek stolika czy podłogi wystarczy). Sama rozgrywka przebiega dość szybko, maksymalnie 20 minut (zdarzały się takie na 5 minut), w sam raz na czekanie w kolejce do lekarza 😉

Zasady gry „Wirus najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie” są dość proste. Rozdajemy po 3 karty każdemu z graczy. Pozostałe kładziemy w zasięgu wszystkich graczy. Wygrywa osoba, która ułoży przed sobą pełne zdrowe ciało tzn składające się z 4 różnych organów. Musimy zebrać mózg, serce, żołądek oraz kości. Mamy do dyspozycji jeszcze piąty organ wielokolorowy tzw joker, zastępuje on dowolny organ – jednak możemy być zarażony dowolnym wirusem. Oczywiście przeciwnicy będą chcieli pokrzyżować nasze plany zdobycia zdrowego ciała i mogą nam wirusować ograny. Na serce które jest w kolorze czerwonym będzie działał wirus w kolorze czerwonym, wystarczy jeden wirus i organ choruje. Gdy dorzucimy na zawirusowany organ kolejnego wirusa ( w kolorze organu, lub wielokolorowy wirus) to organ obumiera i musimy go usunąć z naszego ciała i odrzucić na stos kart odrzuconych. Oczywiście mamy możliwość chronić się przed wirusem czy też go leczyć. Do tego przydadzą nam się szczepionki. Jedna dawka szczepionki w kolorze organu chroni przed wirusem i przeciwnicy będą potrzebowali aż 2 wirusów aby organ zachorował. Jednak dwie dawki szczepionki chronią na zawsze przed atakami wirusów mówimy wtedy że organ został uodporniony na wszelkie wirusy.

Już brzmi fajnie jednak najlepsze dopiero przed Wami. Wśród kart znajdziemy również te oznaczone jako terapie i to one wprowadzają najwięcej zabawy i zamieszania. Znajdziemy tam: terapię przeszczep – czyli możemy zamienić dowolny swój organ z organem przeciwnika. Nie ma znaczenie czy to będzie zdrowy, zawirusowany czy zaszczepiony organ, wymieniamy wszystkie poza uodpornionymi. Terapia złodziej organów jak sama nazwa wskazuje pozwala ukraść organ przeciwnikowi. Podobnie jak w przypadku przeszczepu możemy ukraść dowolny poza uodpornionym. Terapia epidemia pozwala na przerzucenie wirusów ze swojego ciała na ciała przeciwników. I nasza ulubiona terapia błąd lekarski która pozwala na wymianę całego swojego ciała z ciałem przeciwnika, nawet z uodpornionymi organami. I ta karta potrafi obrócić rozgrywkę o 180 stopni.

Dodatki do gry „Wirus! Halloween” oraz „Wirus! 2 Ewolucja” dodają dodatkowego dreszczyku do rozgrywki. W „Wirus! Halloween” naszym ulubieńcem jest karta cukierek albo psikus który zmusza gracza do szczepienia organów przeciwnika, aby się pozbyć psikusa. Do czasu posiadania karty cukierek albo psikus nie można wykonać żadnego ruchu poza zaszczepieniem przeciwnika, a szczepionki nie zawsze są łatwo dostępne. Kolejną wspaniałą kartą jest krwiożerczy złodziej, który może ukraść dowolny organ nawet uodporniony na wirusy.

W „Wirus! 2 Ewolucja” okazuje się że wirusy mocno zmutowały i stały się bardziej agresywne. Jak zmutowały wirusy to szczepionki również musiały ewoluować. I tym sposobem powstały szczepionki eksperymentalne i pozwalają jedna kartą uodpornić organ na wszelkie wirusy. Wymyślono też kwarantannę dzięki temu pozbywamy się danego wirusa na całą rozgrywkę i nie może już siać postrachu. Naszą ulubioną kartą w tym dodatku jest kombinezon ochronny, który można użyć w dowolnym momencie i chroni on przed efektem każdej karty przeciwnika więc może uchronić przed wirusem albo złodziejem. Niestety można użyć kombinezon tylko raz 🙁

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia. Zasady są dość proste i myślę że spokojnie można grać z młodszymi graczami. Jednak musimy wziąć pod uwagę fakt, że nieco gorzej mogą sobie radzić emocjonalnie, gdy ktoś kradnie ci ciało tuż przed wygraną. Jeśli wasze dzieci nieźle sobie radzą z przegraną i podkładaniem psikusów, generalnie lubią negatywną interakcję to spokojnie można grać z młodszymi. W ”Wirusa” może grać w od 2 do nawet w 6 osób.

Podsumowując gra jest bardzo fajna, łatwe zasady pozwalają zagrać nawet nie wprawionym graczom. Jest to typowa gra, w której chodzi o rywalizację z innymi, więc nie wszystkim przypadnie do gustu. Przyznam szczerze myślałam, że nie bardzo się u nas sprawdzi, bo nie mamy zbyt dużego wpływu na rozgrywkę, zależy od losowości kart i podkładanie psikusów przeciwnikom wprowadzi nerwową atmosferę. Jednak szybkość rozgrywki, że gra przebiega sprawnie szybko i raz się wygrywa i raz przegrywa powoduje że dzieci szybko zapominają że siostra przed chwilą ukradła całe moje ciało. Oczywiście nie obyło się u nas bez łez przegranego tym bardziej że za sprawą siostry czy taty który podrzucił nam wirusa tuż przed końcem rozgrywki. Nam tytuł bardzo się spodobał. Sprawdźcie sami czy dacie się wciągnąć w Wirusa.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • autor: Domingo Cabrero, Carlos López, Santi Santisteban
  • ilustracje: David GJ
  • tłumaczenie: Sławomir Czuba

„Roszada wśród zwierząt” Muduko – recenzja

Muszę przyznać że gra „Roszada wśród zwierząt” totalnie mnie zaskoczyła. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała przełożyć gry na życie codziennie.

Grając w „Roszadę wśród zwierząt” można pokazać dzieciom jak ważne jest planowanie i przygotowanie, a że plany w naszym domu są już od dość dawna i różnie bywa z podejście do nich. Raz dzieci je kochają, a raz nienawidzą, to mam taką nadzieję że gra pokazała im że są niezwykle istotne.

Jeśli Wasze dzieci próbowały grać w szachy, ale okazywały się nieco trudne i skomplikowane to polecam Wam „Roszadę wśród zwierząt” – takie szachy w wersji light. Muszę się przyznać, że ja w szachy jestem beznadziejna i córka z łatwością mnie ogrywa. Więc „Roszada wśród zwierząt” jest w sam raz dla mnie.

Trzy zwierzęta: kot, mysz i słoń przemierzają pola, by zdobyć swoje ulubione smakołyki. Jednocześnie boją się siebie nawzajem, co powoduje że zdobycie pożywienia dla swojej drużyny bywa utrudnione i jednocześnie potrafi pokrzyżować przeciwnikowi plany.

W pudełku znajdziecie:

  • 12 pionków zwierząt ( 4 komplety zwierząt),
  • 21 żetonów pożywienia,
  • 10 plansz mapy,
  • instrukcję.

Zanim przejdę do zaznajomienia Was z samą grą, wspomnę o pudelku, gdyż wyróżnia się ono na tle innych. Jak pewnie już wiecie Muduko stawia na ekologię, więc w tej grze nie spotkamy plastiku, a pudełko zostało wykonane z ekologicznego papieru i zostało pozbawione lakierowych zdobień. Dzięki temu wygląda jak w stylu retro z przygaszonymi kolorami. W środku znajdziemy oczywiście już barwne plansze do gry, żetony pożywienia i pionki zwierząt. Wszystkie elementy są wykonane z solidnej grubej tektury, nie znajdziemy to wcale plastiku, gra jest całkowicie przyjazna środowisku.

Zasady gry są dość proste, jednak w grze jest dużo planowania i to już od samego początku. Każdy z graczy otrzymuje swoją drużynę w skład której wchodzą 3 zwierzęta: słoń, kot oraz mysz. Zadaniem gracza jest zdobyć 5 żetonów pożywienia, bez znaczenia jakiego. Jednak zwierzęta jedzą tylko wybrane produkty: kot lubi rybkę, słoń orzechy, a myszka zboże. Jednak zwierzęta są nieco stachliwe i boją się siebie nawzajem ( czy to we własnej czy przeciwnej drużynie). Słoń boi się myszy i nie mogą stać na polach sąsiadujących, mysz boi się kot, a kot boi się słonia. Gdy kot zbliży się do myszy ta musi uciec na kolejne wolne pole.

Tym sposobem można blokować swoich przeciwników, przeszkadzając im w dotarciu do upragnionego pożywienia. Już na etapie ustawiania planszy i rozkładaniu swoich zwierząt trzeba mieć pomysł na rozgrywkę.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia i jestem podobnego zdania. Choć oczywiście można zagrać z młodszymi, bo zasady są bardzo proste. Jednak jeśli chcemy nieco więcej pogłówkować i grać wykorzystując elementy blokowania to zdecydowanie wiek 8 plus wskazany.

W grze „Roszada wśród zwierząt” możemy grać w 2, 3 lub 4 osoby. W zależności od ilości graczy dobieramy odpowiednią ilość plansz mapy

Podsumowując gra jest bardzo fajna, łatwe zasady pozwalają zagrać nawet nie wprawionym osobom. Uczy dzieci planowania, strategii tak aby wygrać i utrudnić zdobycie punktów przeciwnikowi. Zdecydowanie przypadła do gustu starszej córce (lat 9 ), która planuje już swoją rozgrywkę na etapie układania planszy. Jako wstęp do szachów sprawdzi się znakomicie, albo gdy mamy więcej niż 2 graczy. „Roszada wśród zwierząt” wprowadzi dzieci w świat planowania i strategii.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • autor: Urtis Šulinskas
  • ilustracje: Tomasz Kaczkowski

„Planszówkowi kurierzy” Muduko – recenzja

Ja bardzo lubię matematykę. W szkole średniej zanim zaczynałam się uczyć biologi czy chemii to najpierw rozwiązywałam kilka zadań matematycznych tak dla relaksu. Czy moje dzieci pójdą w moje ślady, nie wiem… Jednak chciałabym pokazać im, że matematyka jest ok.

Z pomocą przychodzi mi gra „Planszówkowi kurierzy od wydawnictwa Muduko, która pozwala zaznajomić i zaprzyjaźnić się z dodawaniem i odejmowaniem w formie zabawy oczywiście.

Już jakiś czas temu pokazywałam Wam jak wygląda w środku, jednak czekałam z recenzją żeby zobaczyć czy wpłynie na zainteresowanie moich dzieci matematyką na dłużej.

Tutaj moje ogromne zaskoczenie zarówno u córki lat 6 i syna lat 3 mogę obserwować większe zainteresowanie dodawaniem i odejmowaniem poza grą. Syn ciągle pyta ile jest 2 dodać 3, albo ile musi dodać żeby było 9. Pytań i obliczeń mnóstwo, z czasem stara się liczyć na swoich palcach i do 10 idzie mu całkiem dobrze. Przy wyższych liczbach zwyczajnie brakuje palców. Idą na spacer liczy samochody, czy mijane psy, więc jest cień szansy że matematyka w szkole nie okaże się najgorszą zmorą. Natomiast córka która do tej pory liczyła na palcach zauważam że cześć obliczeń wykonuje w pamięci. A wszystko po to, aby wygrać w grze i zgarnąć odpowiednie paczki. A muszę przyznać, że córce wyjątkowo dobrze idzie w tej grze. Ostatnio stała się jedną z ulubieńszych, bo większość rozgrywek wygrywa. Może poznała coś czego ja nie wiem … Bo wstyd się przyznać ale ja przegrywam…

Wracając do wspomnianej gry „Planszówkowi kurierzy” którą możecie nabyć tutaj.

Zadanie w sam raz na nasze czasy, trzeba dostarczyć paczki do domów. Możemy to zrobić różnymi pojazdami. Bo kto powiedział że kurier musi jedzie tylko autem, zdecydowanie ciekawiej gdy paczki możemy dostarczyć: traktorem, dźwigiem, statkiem, bryczką a może samolotem. Paczki oczywiście też są różne zawierają jak na Planszówkowych kurierów przystało elementy niezbędne do gry a mianowicie: pionki, kostki i karty. Paczki są w różnych wielkościach i trzeba dobrze liczyć aby paczek zmieściło się w naszym pojeździe jak najwięcej i nie zostawało żadne puste miejsce. Kurierem miesiąca zostaje osoba która zrobi to najskuteczniej.

Znajdziecie 3 warianty gry, dzięki temu możemy dopasować rozgrywkę do umiejętności graczy. W zależności od wybranego wariantu napełniamy jak największą ilość pojazdów, lub najszybciej swoje pojazdy, lub dostarczamy paczki do domów graczy. A przyznam że domy są różne od wiejskiego domku po okazały zamek czy domek na wodzie.

Jak zawsze jakość wykonania jest nienaganna. Kartonowe elementy bardzo solidne a grafiki umieszczone bardzo różnorodne i cieszące oko.

Jeśli chcecie poznać dzieci z matematyką lub poćwiczyć liczenie w pamięci to gra „Planszówkowi kurierzy” świetnie się do tego nada. Nawet jeśli dzieci nie liczą sprawnie to paczki są różnej wielkości, tak więc nie da się wsadzić do pojazdu więcej niż jest to możliwe. Dzięki temu dzieci szacują wielkość paczek tak aby dobrze się zmieściły czy to w pojeździe czy w jednym z domów.

Metryczka:
  • autor – Reiner Knizia
  • ilustracje – Artur Nowicki
  • Wydawnictwo Muduko

„Postaw na klocka” Muduko – recenzja

„Postawa na klocka” to kolejna gra (po Ghost Adventure: Zakręcona Przygoda) od Muduko co wciąga dorosłych na całego. 🙂

W niewielkim pudełku znajdziemy sześć zestawów klocków, które różnią się kolorami, karty budowli, wskazujące co i na jakim poziomie należy zbudować, karty utrudnień, pionki pasujące kolorystycznie do klocków, plansza oraz instrukcja.

Przyznasz szczerze, że nie wierzyłam że jakieś układanie budowli z klocków może być ciekawe i wciągające. I tu wielkie zaskoczenie dla gry „Postaw na klocka” gdyż naprawdę wciąga.

W grę można grać samodzielnie, w drużynach 2 osobowych lub 3 osobowych. Więc w grze może brać udział maksymalnie 6 osób. Teoretycznie gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 12 lecz przyznam szczerze, że nasze 6 latka całkiem nieźle sobie radziła, choć wiadomo że lepiej jak gra z osobami w swoim wieku, bo w starciu z rodzicami czy starszą siostrą szanse na wygraną maleją.

Zasady gry „Postaw na klocka” są banalnie proste. Losujemy kolor swojego pionka, następnie dobieramy sobie 5 klocków w tym samym kolorze. Pionka stawiamy na dołączoną planszę na linii startu i zaczynamy. Odsłaniamy jedną kartę budowli i staramy się jak najszybciej zbudować budowlę z karty. Osoba która pierwsza zbuduje odpowiedni kształt wygrywa rundę zdobywa punkt i przesuwa swojego pionka na planszy. Rozgrywkę wygrywa gracz który jako pierwszy dojdzie do linii mety.

Jeśli gramy w 2 lub 3 osoby każdy otrzymuje po 10 klocków i samodzielnie układa wszystkie budowle. Grając w więcej osób każdy ma po 5 klocków i łączymy się tymczasowe drużyny aby wspólnie zbudować wskazaną wieżę. Dodatkowym zaskoczeniem są czerwone pola na planszy (są aktywne przy rozgrywce od 4 graczy) na których to musimy wylosować kartę trudności. Od tego momentu musi budować budowlę w ściśle określony sposób przedstawiony na karcie utrudnień. Przyznam szczerze, że nie jest łatwo budować z wyprostowanym łokciem czy używając tylko 2 palców choć z pozoru wydaje się to banalnie proste.

Na uwagę zasługują też nazwy budowli, które idealnie się zgrywają z nazwą gry. Nazwy stanowią nawiązanie do mitologii czy hitów kinowych lub w zabawny sposób łączą zwykłe rzeczy ze słowem klocek. Między innymi znajdziecie tam takie nazwy jak: kurokloc, klocomost,kloc-man, tałerkloc, klocejdon, klocozord. klocskalibur.

Niewielkie pudełko, niewiele elementów, proste zasady a ogrom emocji. W grze „Postaw na klocka” trenujemy cierpliwość, opanowanie, więc jak się ma słabe nerwy to można się nieźle … frustrować. Przed wszystkim ćwiczymy swoją zdolności manualne, dokładność, koordynację ręka-oko oraz wyobraźnię przestrzenną.

Świetna gra dla wszystkich, sprawdzi się na domówkach dla dorosłych jak i w rodzinnych rozgrywkach. Nawet układanie samych budowli bez presji czasu, wygranej przysparza nie lada wyzwań i to nie tylko dzieciom.

Metryczka:
  • autor – Paweł Świstek
  • opracowanie – Sławomir Czuba
  • grafiki i skład – Roman Kucharski, Maciej Czaplicki
  • Wydawnictwo Muduko

„Poznaję zwierzęta” z serii Zu&Berry – recencja

Szukacie jeszcze prezentów na Mikołaja czy pod choinkę? Macie w domu maluszka i dość grających zabawek? Warto zainwestować w karty obrazkowe dla dzieci. Chciałabym Wam pokazać ekoksiążeczkę z serii Zu&Berry od Muduko.

„Poznaję zwierzęta” możemy potraktować jako książeczkę do oglądania, gdyż karty związane są sznurkiem lub traktować jako karty obrazkowe.

„Poznaję zwierzęta” to trzeci zestaw serii „Karty na sznureczku” – produkt ten jest przeznaczony dla dzieci, które ukończyły 9. miesiąc życia.

Na kartach z jednej strony znajdziemy różne zwierzęta w większości takie które spotkamy w gospodarstwie, a po drugiej stronie są zapisane dźwięki jakie wydają te zwierzęta.

Dzieci uwielbiają naśladować zwierzęta i wszystkie zabawy z dźwiękami są ekscytujące. Możemy pokazywać karty obrazkowe i jednocześnie wydawać dźwięk dzięki temu maluch ma szansę poznać i usłyszeć zwierzęta, które nie koniecznie zobaczy na żywo. Cudownie jest później słuchać jak nasz szkrab naśladuje te dźwięki i jak spotka na spacerze psa cz y kota to rozpozna i nazwie usłyszanym dźwiękiem.

Możemy też opowiadać historyjki z użyciem kart ze zwierzętami i tu ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia by stworzyć niesamowitą historię krowy, świni czy myszki. Dzieci z zainteresowaniem będą słuchać naszych opowieści, jednocześnie trenując swój wzrok, śledząc karty obrazkowe.

Ekoksiężeczką „Poznaję zwierzęta” możemy bawić się w domu, w aucie czy na spacerze, dzięki temu że jest poręczne możemy zabierać w podróże większe lub mniejsze.

Możemy też naszego malucha zostawić samego z kartami, żeby poznawał wszystkimi zmysłami karty. I co ważne nie musimy się obawiać że weźmie do buzi, bo karty wykonane są z bezpiecznych materiałów. Produkt jest pełni bezpieczny, pokryty samosterylizującą powłoką Biocidal Coating, dzięki temu nie musimy ciągle dezynfekować, wystarczy okazjonalnie przetrzeć suchą ściereczką. Karty Poznaję zwierzęta podobnie jak wszystkie gry i książeczki od Muduko posiadają certyfikat Eco Friendly Book co oznacza, że użyte materiały są Eco. Surowce użyte do produkcji są certyfikowane znakiem FSC. Farby, lakiery i kleje są pochodzenia roślinnego, biodegradowalne i bezpieczne dla dzieci, a co z tym idzie hipoalergiczny i bezzapachowy.

Dzieci lubią pudełka, czasem bardziej cieszą się z pudełka niż z prezentu w pudełku, a pudełka od Muduko będą cieszyć podwójnie, bo w środku można je kolorować. Cudowne wykorzystanie materiałów i zajęcie dla starszego rodzeństwa albo chwila relaksu dla rodzica – kolorowanie jest odstresowujące 🙂

Wszyscy rodzice chcą mieć dobre relacje ze swoim dziećmi w każdym wieku, pamiętajmy o tym żeby budować więź z dzieckiem od samego początku i nieprzerwalnie nawet z nastolatkami.

Książki, karty obrazkowe pomagają nam budować tą więź, bo za ich pomocą pokazujemy dziecku świat i spędzamy czas razem. Być może czytanie stanie się naszym codziennym rytuałem…

Ekoksiążeczki z serii Zu&Berry – recencja

O zaletach czytania z dziećmi od najmłodszych lat nie trzeba Was przekonywać, jednak dla pewności przypomnę. Badania potwierdzają, że głośne czytanie dziecku:

  • buduje więź pomiędzy rodzicem i dzieckiem,
  • uczy języka, rozwija słownictwo,
  • przygotowuje i motywuje do samodzielnego czytania,
  • wspiera rozwój psychiczny dziecka i wzmacnia jego poczucie własnej wartości,
  • zaspokaja potrzeby emocjonalne,
  • uczy myślenia, koncentracji,
  • rozwija wyobraźnię,
  • i można by tak wymieniać bez końca.

Dlatego sięganie z dzieckiem po książki jest ważnym elementem wspierającym jego rozwój. Ponieważ małe dzieci mają ograniczone możliwości koncentracji to ja osobiście lubię książeczki obrazkowe, bo samodzielnie mogę dostosowywać długość opowiadania do możliwości i zainteresowania dziecka. Dziś chciałabym Wam przedsztawić książki z serii Zu&Berry. Książeczki posiadają znak Ecofriendly Book coś świadczy o użyciu w produkcji ekologicznych materiałów oraz różnych rozwiązań technologicznych aby wszystko było przyjazne naszemu środowisku. Dodatkowo książeczki dzięki opatentowanej metodzie lakierowania powierzchni drukowanych wykazują silne zdolności biobójcze i samosterylizujące. Dzięki czemu książeczki mogą być użytkowane w większych grupach (przedszkolach czy żłobkach ) bez konieczności częstego dezynfekowania. Szukajcie znaczka 100% safe Biocidal coating.

W serii Zu&Berry do tej pory ukazały się cztery tytuły z przesuwaną opaską, dedykowane są dzieciom od 15 miesiąca życia.

Spacer po wsi to książeczka w której razem z sympatyczną kurką obserwujemy jak wygląda życie na wsi. Dzięki przesuwanej opasce po całej książce w formie harmonijki możemy podróżować z naszą kurką w zakamarki gospodarstwa. Spotkamy tam różne zwierzęta, jak również traktor czy studnię. Dla malucha to wyprawa w nieznane gdzie pozna całe obejście i zajrzy do wnętrza kurnika czy stajni. Dzięki temu, że mamy przesuwaną opaskę dziecko może śledzić gdzie nasza podróżuje co pomaga rozwijać wzrok i skupienie uwagi. Gdy oddany stery dziecku i samo będzie poruszać kurką po książeczce czy też w górę i w dół będzie to rozwijało zdolności motoryczne dziecka.

Pszczółka zabierze nas w podróż po łące w książeczce „Łąka dniem i nocą„. Z 2 stron harmonijki możemy podróżować zarówno dniem jaki i nocą. Spotkamy tu różne zwierzęta, oczywiście opowiadając dziecku możemy naśladować ich dźwięki. Możemy zwrócić uwagę dziecka na różnorodne kwiaty, drzewa czy grzyby. Jest to też miejsce gdzie możemy pobawić się z dzieckiem w zgadywanki np. znajdź kwiatek w kolorze czerwonym. Po nocnej stronie spotkamy oczywiście zwierzęta aktywne nocą, dzięki czemu możemy oswoić dziecko które obawia się ciemności, że są takie zwierzęta dla których to najlepsza pora.

Samochodzik zaprosi nas na „Spacer po mieście” zarówno dniem jak i pod osłoną nocy. Książka jest okazją do pokazania, że choć większość smacznie śpi to są takie zawody, które czuwają i niosą pomoc gdy zajdzie taka potrzeba. Może też być świetną okazją aby opowiedzieć o tym jak bezpiecznie przejść przez ulicę, podróżować autobusem czy jak pracuje się na budowie czy bawi na placu zabaw. Możliwości jest dużo ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia 🙂

„Idziemy na zakupu” ostatnio z serii Zu&Berry zabiera nas na wyprawę do sklepu. Po sklepie oczywiście poruszamy się wózkiem sklepowym i spotkamy tu dzieci co chcą coś pokazać mamie a w sumie pewnie to kupić. Zobaczymy jak dziecko może pomagać mamie czy tacie na zakupach np. wykładając na taśmę albo rozsypując mąkę 😉 Opowieściom w tej książce nie będzie końca bo możemy opowiadać o owocach, warzywach, zabawkach czy innych produktach na sklepowych półkach. Możemy też wykorzystać książkę czy opowiedzieć o emocjach malujących się na twarzach osób robiących zakupy czy o niepełnosprawności.

Muszę przyznać, że etap takich książeczek już nieco za nami, mój najmłodszy ma obecnie 3 latka, to seria Zu&Berry do Muduko przypadła mu do gustu. Myślę że to za sprawą przesuwanych opasek, bo można nimi się poruszać po całej książce i do góry i na dół. Ciekawe rozwiązanie dzięki czemu dziecko jest aktywnym uczestnikiem opowiadania. Jeśli nasza wyobraźnia jak korzystać z książeczek obrazkowych jest ograniczona na stronie wydawnictwa Muduko znajdziemy mnóstwo inspiracji jak wykorzystać daną książkę. Myślę że jest to seria która rośnie razem z dzieckiem. Początkowo to rodzic opowiada o obrazkach, z czasem może zadawać zagadki gdzie dziecko ma coś wskazać czy nazwać. A jak już maluch zacznie mówić to może samodzielnie opowiadać po widzi czy nawet wymyślać całe historyjki.

„W co się ubrać?” Muduko – recenzja

Niemalże codziennie słyszę pytanie W co się ubrać? Mam w domu 3 dzieci i przynajmniej jedno z nich albo ja sama 🙂 pyta w co się ubrać. Zastanawiamy się czy dany kolor bluzki pasuje do spodni. Albo czy 2 skarpetki oczywiście nie od pary dobrze ze sobą współgrają.

Jak dowiedziałam się że Muduko wypuści grę W co się ubrać to pomyślałam że to w sam raz dla nas.

Gra W co się ubrać? okazała się super rozrywką dla całej rodziny. Zwierzaki urządzają pokaz mody tylko W co się ubrać? Gdyż do wyboru jest wiele kolorów i wzorów. Na ratunek przychodzi karta położona na środku. Wskazuje ona trendy modowe i zwierzaki już wiedzą jak należy się wystroić 🙂

W pudełku znajdziecie:

  • 4 postacie zwierząt, które będziemy ubierać
  • 32 kolorowe foliowe przysłony, po 8 dla każdego zwierzaka
  • 48 kart wskazujących jak zwierzaki ubrać
  • instrukcję

Każdy z graczy otrzymuje zwierzaka i zestaw 8 foliowych przysłon. Proponuje położyć sobie przysłony na białej kartce, żeby łatwiej orientować się w kolorach. Na środku kładziemy karty misji wskazujące jak należy ubrać swojego zwierzaka. Odkrywamy pierwszą kartę misji i próbujemy ubrać naszego zwierzaka tak jak wskazuje karta. Ubieranie polega na wkładaniu przysłon do środka zwierzaka, tak aby jego ubranie zyskało barwy. Celowo napisałam próbujemy, bo okazuje się że należy połączyć odpowiednio przysłony w różnych kolorach, aby powstał odpowiedni odcień. Kart misji są 3 rodzaje, tak aby stopniować trudność. W najprostszych używamy tylko 2 przysłony a w najtrudniejszych 4 przysłony i dodatkowo zwrócić uwagę na wzorki.

Przyznam szczerze, że na początku musiałam z dziećmi nauczyć się łączyć przysłony tak aby powstały kolejne kolory i tu z pomocą przychodzi instrukcja, albo własne eksperymentowanie na białej kartce. Jak już opanujemy sztukę miksowania kolorów to można zaczynać rozgrywkę. Co okazuje się nie takie łatwe bo niektóre przysłony są 2 kolorowe, czasem trzeba się nieźle nagłowić. Karty misji (czyli te które wskazują jak ubrać zwierzaka) są w 3 poziomach trudności dzięki czemu możemy dostosować poziom do wieku dziecka one również wskazują jaką liczbę przysłon należy użyć, co nieco pomaga młodszym graczom. Nam przypadła bardzo do gustu bo nie tylko uczy łączenia kolorów, ale też wspomaga koordynację wzrokowo ruchową. Gra W co się ubrać? uczy planowania jak ułożyć, połączyć kolory, by każda część garderoby miała odpowiedni kolor. W grze wygrywa osoba, która najszybciej ubierze poprawnie swojego zwierzaka dlatego my tworzyliśmy własny wariant gry (dla młodszych graczy co nie lubią przegrywać) gdzie nie działamy na czas, tylko ważne jest poprawne ułożenie wzorków. Jak zaczęliśmy rozgrywki na punkty miałam obawę że zwierzaki czy przysłony będą się niszczyć, jednak tu jakość wykonania gry rozwiała moje obawy. Kolejna gra Muduko wykonana bardzo dobrze i wytrzymuje intensywne rozgrywki.

Do gry W co się ubrać? dostaliśmy zestaw farb do tkanin i mogliśmy łączyć kolory na bluzkach albo na czym tylko mamy ochotę. Zabawa w tworzenie wzorów na ubraniach pochłonęła całe popołudnie i wciągnęła całą rodzinę. Zostawiam Wam mały przedsmak tego co stworzyliśmy jak wyschnie to zrobimy własny pokaz mody.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko

„Rozpoznaj Stworka” Muduko – recenzja

Uważność ważna jest w każdym momencie i jak się okazuje można praktykować różne zmysły grając w gry planszowe.

Chciałabym Wam przedstawić grę planszową „Rozpoznaj stworka”, którą gra się z zamkniętymi oczami. Pewnie zastanawiacie się jak to możliwe. Już wszystko wyjaśniam.

„Rozpoznaj stworka” od wydawnictwa Muduko to gra mająca na celu zaangażowanie w planszówki osoby niewidome i niedowidzące. Na opakowaniu znajdują się podstawowe informacje – tytuł gry, ilość graczy i wiek wszystko to wytłoczone Braille’em!

Dla pozostałych osób to wspaniały sposób, aby zaangażować zmysł dotyku do pracy, poćwiczyć skupienie, uważność na wrażenia dotykowe.

Wyobraźcie sobie, że organizujecie przyjęcie, ale nie byle jakie tylko dla wyjątkowych stworków, z których każdy ma swój tajny kod, który odczytamy za pomocą dotyku. Oczywiście żeby stworki mogły dotrzeć na przyjęcie to niezbędne jest rozesłanie zaproszeń.

Wszyscy gracze mają zamknięte oczy lub zasłonięte dołączoną opaską. Każdy z graczy bierze jeden z domków którym mieszkają stworki i wsuwając palce do domku stara się po dotyku rozpoznać jakie stworki tam mieszkają. Jeśli pod palcami wyczuwa wzór stworka to się z nim wita i może przekazać zaproszenie, jeśli oczywiście ten stworek znajduje się na liście gości.

To co dla mnie ważne, że można grać w 2 trybach: kooperacyjnym jak i w formie rywalizacji. W przypadku młodszych dzieci, które dość trudno akceptują porażki, jest to bardzo ważne, aby wspólnie wygrywać bądź przegrywać. Każdy znajdzie wariant dla siebie.

Gra „Rozpoznaj stworka” przeznaczona jest dla dzieci od 4 roku życia. W rozgrywce może wziąć udział od 2 do 6 graczy, a cała rozgrywka nie będzie trwać dłużej niż minut. W podręcznym pudełku znajdziecie:

– 8 domków stworków,

– 12 kart gości,

– 16 żetonów zaproszeń,

– instrukcja.

Jak już wspomniałam na pudełku znajduje się podstawowe informacje wytłoczone Braille’em. Na pudełku znajdziemy również kody QR prowadzące do instrukcji w wersji tekstowej z możliwością odczytania przez symulator mowy lub nagrań audio. Kody stworków na elementach gry pokryte są kropeczkami wypukłego lakieru, dzięki czemu da się je rozpoznać dotykiem, a właśnie o to w tej grze chodzi. Znajdziemy tak takie stworki jak: Koło, Trójkąt, Kwadrat, Serce itp.

Moje dzieci bardzo polubiły tę grę, choć na początku sprawiała im nieco trudności. Bo nie tak łatwo można było odczuć jaki to wzór jest wytłoczony. Tym bardziej że kilka wzorów jest zbliżonych do siebie (koło, sprężyna czy litera C ) i trzeba dobrze się skupić na wrażeniach dotykowych. W grze „Rozpoznaj stworka” ważne jest skupienie uwagi, koncentracja i nie uleganie pokusie by szybko zapraszać gości. Jak już zaprzyjaźnimy się ze stworkami i dobrze poznamy ich kształty to zdecydowanie lepiej adresujemy swoje zaproszenia, jednak nie ulega wątpliwości, że za każdym razem ćwiczymy swoją uważność i koncentrację. Tak od siebie polecam dla wszystkich graczy przygotować opaski zasłaniające oczy, czy użyć jakiś ciemnych kominów, żeby nie prześwitywały, tak aby realnie odciąć dzieci od bodźców wzrokowych. Dzięki temu dzieci będą miały szansę skupić się na zmyśle dotyku a nie próbować podglądać.

„Rozpoznaj Stworka” to idealna gra pomagająca dzieciom w uczeniu się koncentracji uwagi, rozróżnianiu bodźców ważnych i mniej ważnych. Pomaga w wyciszaniu i byciu tylko tu i teraz. To umiejętności, które moim zdaniem są niezbędne dzieciom, aby dobrze funkcjonować. Uwielbiam ćwiczyć z dziećmi uważność i patrzeć jak wpływa to na ich życie, dlatego dziękuję Muduko za możliwość robienia tego z pomocą gry planszowej.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko