„Znajdź coś” Muduko Hello – recenzja

Macie ochotę pobawić się w detektywów ?

Dzieci naturalnie są bardzo ciekawskie, wszystko chcą wiedzieć. Jak nie potrafią mówić to poznają świat zmysłem dotyku i smaku (ach co to był za czas jak dziecko wkładało wszystko do buzi). Im dzieci starsze tym więcej pojawia się pytań. A co to? dlaczego ? jak? z czego to jest? jakie to jest?

W rozwijaniu szukania cech wspólnych różnych przedmiotów pomoże nam gra „Znajdź coś – zabawy w małych detektywów” od Muduko Hello. Gra nie tylko rozbudzi ciekawość dziecko, ale także wzbogaci słownictwo, pozwoli na porównywanie różnych rzeczy i poznawanie otaczającego świata.

Co znajduje się w środku:

  • 35 dwustronnych kart,
  • 2 tekturowe lupki,
  • instrukcję z propozycjami zabaw,
  • pudełko które można kolorować.

Gra „Znajdź coś – zabawy w małych detektywów” ma kilka wariantów zabawy, w zależności od ilości i wieku dzieci. Głównym założeniem gry jest szukanie wspólnych cech obrazków na kartach, a następnie odnalezienie w domu czy na dworze takiego przedmiotu, który posiada dokładnie tą samą cechę co przedmioty na karcie. Możemy utrudniać poprzez dodanie jeszcze jednej karty, wtedy szukamy przedmiotu, który spełnia 2 kryteria.

Możemy bawić się w domu czy zabrać lupy na spacer czy plac zabaw. Lubię takie gry, które nie potrzebują zbyt dużo miejsca. Możemy zabrać je dosłownie wszędzie i zagrać gdy dopadnie nas nuda.

Lubię gry, które rosną wraz z dzieckiem. Często kupując grę dla maluszków, okazuje się że syn dość szybko się ją nudzi, bo on się rozwija i ta gra nie stanowi dla niego już wyzwania.

To co wyróżnia „Znajdź coś – zabawy w małych detektywów” to właśnie wielość propozycji zabaw od łatwiejszych do trudniejszych, dzięki temu bawić się możemy wiele razy i nie staje się to nudne.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 2 roku życia. Jak się u nas okazało spodobała się też starszemu rodzeństwo (Alicja lat 7) Ala oczywiście wybierała trudniejsze warianty i szukała przedmiotów co spełniają 2 a nawet 3 cechy. Zastanawiała się czy są takie cechy, które się wykluczają. A nawet próbowała wymyślać całkiem nowe przedmioty 😉

Obserwując syna zauważyłam, że po zapoznaniu się z grą „Znajdź coś – zabawy w małych detektywów” większą uwagę zwraca na różne cechy przedmiotów. Częściej pyta z czego jest coś zrobione i najważniejsze zapamiętuje te cechy. Kiedyś wiele razy pytał gdzie coś ma wyrzucić, a ostatnio zaczął samodzielnie segregować śmieci. Myślę, że nałożyło się na to wiele elementów, ale jednym z nich na pewno była gra.

Lubię gry, które są wykonane z dobrych materiałów. I tutaj użyto dobrej jakości tektury, a nie plastiku. Lupki pomimo wielu zabaw nie niszczą się.

To co dodatkowo działa na korzyść tej gry to pudełko, które możne dodatkowo użyć. Moje dzieci są bardzo kreatywne i żadne pudełko się u nas nie marnuje. Jednak wydawnictwo Muduko Hello dodatkowo urozmaiciła wnętrze pudełka. Fajne jest to że pudełko dość łatwo się rozkłada i składa bez problemu dziecko nieco starsze może sobie to zrobić.

Bardzo podoba mi się w grze „Znajdź coś – zabawy w małych detektywów”, że dziecko może samodzielnie się bawić. Jak już pozna wszystkie cechy, zagra kilka razy, może samo poszukiwać przedmiotów w domu. Dzięki temu my jako rodzice zyskujemy nieco czasu wolnego 😉

Karty są bardzo kolorowe, przyjemnie układają się małej dłoni.

„Pchli cyrk” Muduko – recenzja

Do miasta przyjechał cyrk – najmniejszy cyrk świata. Żeby go zobaczyć należy się nieco wysilić , gdyż w roli akrobatów, siłaczy, połykaczy ognia czy clownów wcieliły się pchły.

„Pchli cyrk” od Muduko

Co znajduje się w środku:

  • 80 kart pcheł po 8 kart w 10 kolorach
  • 9 kart akcji
  • instrukcja

Celem gry jest zdobyć jak najwięcej punktów. Punkty zdobywamy przez układanie tzw Trio czy 3 kart takiej samej wartości w różnych kolorach. Za każde ułożone Trio dostajemy 10 punktów. Po zakończonej rozgrywce doliczamy jeszcze karty, które zostały nam na ręce.

Zasady gry są bardzo proste. Jeśli nie lubicie czytać instrukcji polecam filmik z opisem zasad pochodzący od wydawnictwa Muduko.

Muszę przyznać, że karty bardzo spodobały się dzieciom, z uważnością przyglądały się wykonywanym akrobacjom. Był to też dobry moment by porozmawiać o pracy w cyrku, jak to wygląda, kto tam występuje i właściwie dlaczego nie chodzimy do cyrku.

Nawet poszukaliśmy cyrków w których nie występują zwierzęta, wsparliśmy kampanię cyrk bez zwierząt i długo dumaliśmy co można by zrobić dla zwierząt.

Mam takie przekonanie, że gry czy książki mogą być świetną okazją by porozmawiać z dziećmi o pewnych tematach. Czasem jakoś tak ciężko zacząć rozmowę na jakiś trudniejszy temat, a gra może być takim wstępem.

Karty w grze „Pchli cyrk” są wysokiej jakości. Dobrze trzyma się je w dłoni, nie wyginają się zbytnio. Dodatkowo są jakby matowe, więc nie zostają na nich odciski palców. Co może być istotne jak gramy z dziećmi.

Przy okazji gry oczywiście dzieci chciały spróbować swoich sił jako artyści w cyrku. Na szczęście skończyło się tylko na próbach żonglowania i kręcenia talerzami.

Nasze wrażenia są bardzo pozytywne.

„Pchli cyrk” to małe kompaktowe pudełko, dzięki czemu grę można zabrać ze sobą do słownie wszędzie. Osobiście lubię takie rozwiązania, bo pojemność damskiej torebki wbrew pozorom jest jednak ograniczona. Na samą rozgrywkę nie potrzebujemy zbyt dużo miejsca, więc możemy zagrać na stoliku w poczekalni.

Rozgrywki są dość szybkie i panuje w nich dużo losowości. Nie można tu myśleć o wielkiej strategii. Dużo zależy od ułożenia kart i losu szczęścia.

Gra przeznaczona jest dla dzieci o 6 roku życia, choć jeśli nasze dziecko jest zaznajomione z grami to spokojnie 5 latek sobie poradzi. Możemy zagrać od 2 do 5 osób. I moim zdaniem im więcej osób tym ciekawiej. Karty akcji dodatkowo wprowadzają element rywalizacji bo dzięki nim mogę podebrać kartę przeciwnikowi.

Dzieci określimy to gra jako taką dla zabawy, czyli że można zagrać w nią i nie trzeba zbyt dużo myśleć, w sam raz na wieczory po szkole czy zajęciach dodatkowych.

Świetnie się sprawdzi na urodzinach czy innym imprezach bo zasady są bardzo proste, więc szybko wszyscy załapią.

Przy okazji gry możemy ćwiczyć z dziećmi dodawanie. Moja córka lat prawie 8 chętnie sumowała swój wynik, bo przecież trzeba wiedzieć kto wygrał 😉

„Podziel to” Muduko – recenzja

W grze „Podziel to” od Muduko liczy się spryt i obserwacja. Na rozgrywkę trzeba mieć strategię i bacznie obserwować graczy i ich karty. Siadając do gry, należy kierować się wybraną strategią, dzięki temu zdobędziemy zwycięstwo. I choć tytuł może sugerować związek z dzielenie, to nie tędy droga.

W pudełku „Podziel to” znajdziemy:

– 55 kart z liczbami od 1 do 10,

– 15 kart jokerów,

– 12 kart wyboru,

– 2 karty podziału,

– instrukcję.

Na szczególną uwagę zasługują ilustracje na kartach za które odpowiada Jan Kallwejt. Bardzo zaciekawiły mnie te grafiki, dzieciaki wyszukiwały w kartach to co kryje się w cyferkach i zachwytom nie było końca to tyle szczegółów można skryć na tak małym obrazku. Polecam Wam zajrzeć na stronę ilustratora, nas wciągnęło. Link tutaj.

Celem gry „Podziel to” jest zdobycie jak najwięcej kart każdego typu. Za karty których mamy najwięcej w porównaniu do przeciwników zdobywamy punkty. Wygrywa oczywiście gracz, który zdobędzie najwięcej punktów. Na ostatniej stronie instrukcji znajdziemy 10 wyzwań wytrawnego gracza. Wprowadza to dodatkową motywację, aby sięgnąć akurat po tą grę a nie inną, bo kto nie lubi wyzwań 😉 Wyzwania pokazują też, że nasze wybory zależą w dużej mierze od obranej strategii.

Pełen opis zasad znajdziecie na stronie wydawnictwa z super filmikiem. Link tutaj.

W ”Podziel to” może grać od 2 do 4 osób. Gra przeznaczona jest dla dzieci od 7 roku życia. Myślę, że w przypadku tej gry, wydawca celnie określił minimalny wiek graczy.

Rzadko mi się to zdarza, jednak w przypadku tej gry bardzo pobieżnie przejrzałam instrukcję i liczenie punktów poszło u nas zupełnie inaczej, gdyż liczyliśmy wszystkie zdobyte karty. Po kilku rozgrywkach, jak dzieciaki miały dość liczenia 100 przeczytałam dokładnie instrukcję i było wielkie AHA. Od tej pory liczenie było prostsze 😉 Choć nie powiem dzieci poćwiczyły dodawanie w pamięci i grupowanie kart żeby łatwiej było liczyć. To doświadczenie uświadomiło mi, że trzeba czytać dokładnie instrukcję. Do tej gry na początku miałam mieszane uczucia, bo jakoś mnie nie wciągała. Zazwyczaj grałam z jedną z córek i rozgrywka dość szybko się kończyła i nie wzbudzała zbyt dużych emocji. Jednak jak zaczęliśmy grać w 3 czy 4 osoby gra nabrała rumieńców. Już nie tak łatwo było przewidzieć, którą grupę kart wybiorą przeciwnicy. Bo córka zdecydowanie wybierała najsilniejszą grupę i to była jej strategia na wygraną. Tak w przypadku drugiej córki i męża ciężko było zgadnąć i nigdy nie wiadomo gdzie ułożą zdobyte jokery. W rozgrywkach należy stale obserwować ułożenie kart przeciwników, aby mieć pewność że nasze ułożenie wygrywa. Warto też zachować twarz pokerzysty, żeby nie pokazywać po sobie emocji, że już zacieramy ręce na wygraną, bo przeciwnik nie był uważny. Zdecydowanie polecam tą grę dla większej ilości osób, bo w 2 jest zwyczajnie nudno. Zasady gry są dość proste, łatwo nauczyć innych w nią grać, więc super sprawdzi się nawet dla osób, które nie mają zbytnio dużego doświadczenia w planszówkach. Super sprawdzi się na urodzinach zarówno dziecka jak i dorosłego.

Podsumowując „ Podziel to” to kompaktowa karcianka, do zabrania ze sobą do znajomych. Bardzo proste zasady pozwalają wciągną każdego. Dość szybka ( max 25 minut) i przyjemna rozgrywka. Uczy dzieci obserwacji co robi przeciwnik i decydowania bo przecież za każdym razem muszę podjąć decyzję, którą grupę kart wybrać. Zdecydowanie polecam do gry dla co najmniej 3 osób wtedy możemy poczuć emocje tej gry.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Igor Ganzha
  • Ilustracje: Jan Kallwejt
  • tłumaczenie: Michał Szewczyk

„Ryki Afryki” Muduko – recenzja

W krainie zwierząt jak co roku zapowiedziana została parada zwierząt, podczas której prezentują się pięknie udekorowane i uzbrojone drużyny afrykańskich zwierząt. Twoja drużyna również się tam zaprezentuje, ale najpierw trzeba ją zebrać. Rekrutuj zwierzęta, które zdobędą na najlepsze uznanie zgromadzonych. Decyduj o ich strojach i zaprezentuj się podczas Letniej Parady. Kto zrobi to najlepiej, zostanie zwycięzcą. Pamiętaj o swoich przeciwnikach i spraw by ich zespół wypadł gorzej.

„ Ryki Afryki” to pięknie wydana gra karciana. W pudełku znajdziemy:

– 9 płytek polan,

– 54 karty zwierząt w 6 kolorach,

– 10 kart jednostek specjalnych,

– 2 karty pomocy,

– instrukcję.

Zamawiając grę na stronie wydawnictwa Muduko w bonusie otrzymamy nigdzie indziej niedostępne karty hien, które dodatkowo uatrakcyjnią rozgrywkę.

Na szczególną uwagę zasługują ilustracje na kartach za które odpowiada Piotr Sokołowski. Kart są lekko stylizowane na steampunk. Podobnie jak w znanej Wam już grze „W pył zwrot” oraz „Spór o bór”

Zwierzęta umieszczone na kartach mają różne hełmy i narzędzia do walki. Ciała ich chronione są przez efektowne zbroje. Zwierzęta wyglądają zjawisko, dodane elementy dodają im charakteru, pokazując ich gotowość do walki. Karty są bardzo dobrej jakości podobnie jak żetony. Wszystko po to aby długo nam służyły. Jeżeli chodzi o jakość wykonania to wydawnictwo Muduko stawia na najwyższe standardy.

Celem gry „Ryki Afryki” jest zdobycie jak największej liczby punktów za zebrane zwierzęta.

Grę rozpoczynamy od ułożenia żetonów zwierząt na środku, to będą nasze zwierzęta, które będziemy zbierać. Rozdajemy karty i zaczynamy rozgrywkę. Gra trwa tyle, rund ile graczy bierze udział w rozgrywce. Rozgrywka polega na kolejnym wykładaniu kart przez graczy na wspólne stosy i na równoczesnym dobraniu żetonu ze zwierzakiem (nie koniecznie pasującym do karty). Gra kończy się automatycznie, gdy któraś z osób dołoży szóstą kartę do stosu. Wtedy dokonujemy policzenia punktów za zebrane żetony zwierząt. Wartość karty, która będzie na wierzchu danego stosu na koniec gry, świadczy o wartości żetonów danego zwierzęcia.

Do gry dołączony został notes w którym możemy sobie notować punktację.

W ”Ryki Afryki” może grać od 3 do 5 osób. Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia. Zasady gry są dość proste i można by było grać z młodszymi, jednak w grze pojawia się sporo rywalizacji i zwrotów akcji, więc młodsze dzieci mogą różnie reagować.

U nas początkowo gra wywoływała sporo emocji i łez. Bo już dzieci miały obraną strategię i zebrane zwierzęta, które miały mieć sporą ilość punktów jednak zdarzyło się, że ktoś rzucił kartę z niższą wartością i cała koncepcja runęła. Co budziło dużo frustracji, złości i łez. Porównywały między sobą liczbę punktów i ciągle o tym myślały w kolejnej rozgrywce, przez co nie skupiały się na grze i znów zdobywały mało punktów. Wpadliśmy na pomysł, że każdy będzie liczył swoje punkty po cichu i zapisywał na swojej kartce a po kilku rundach zliczymy punkt. Dzięki temu dzieci były skupione na rozgrywce a nie frustracji że w poprzedniej rundzie zdobyły mniej punktów.

Podsumowując „Ryki Afryki” to pięknie wydana gra karciana. Jest mega wciągająca, wymaga skupienia i planowania. Oczywiście uśmiech losu także przyda się podczas rozgrywki. W rozgrywce nigdy nie wiadomo jak się zakończy, bo przeciwnik może pokrzyżować nasze plany.

Początkowo po wszystkich wylanych łzach myślałam, że dzieciaki się zniechęcą do gry. Jednak nie dawałam za wygraną i zachęcałam do gry. Jeśli ja grałam z nimi starałam się nie dodawać negatywnej interakcji ( tak zdarza mi się dawać dzieciom wygrywać ).

Zauważyłam, że wyciągnęły ją do zagrania z rówieśnikami. I to było strzałem w 10! Gra wciągnęła a szanse w niej były wyrównane. Dodatkowym atutem gry jest to że liczenie punktów ćwiczy matematykę. Możemy użyć zarówno dodawania jak i mnożenia, czyli powtórka z matmy w zabawie 😉

Może macie jakieś gry do polecenia w tematyce tabliczki mnożenia? Dodam że Karty Grabowskiego mamy.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Reiner Knizia
  • Ilustracje: Piotr Sokołowski
  • tłumaczenie: Michał Szewczyk

„Spór o bór” Muduko – recenzja

Zbliża się czas, żeby ustalić kto będzie władał Wielką Prapuszczą. Do tej pory zamieszkiwały ją najodważniejsze i najbardziej waleczne zwierzęta na świecie. Co pięć lat wybierany jest nowy władca. Mieszkańcy muszą wybrać mądrego i odważnego króla. Kandydaci na władcę muszę stoczyć bezkrwawy bój. W grze wcielamy się w dowódców biorących udział w Wielkim Pojedynku. Musisz zdobyć przewagę nad przeciwnikiem i objąć kontrolę nad polanami. Pamiętaj wygrany może być tylko jeden.

„ Spór o bór” to pięknie wydana gra karciana. W pudełku znajdziemy:

– 9 płytek polan,

– 54 karty zwierząt w 6 kolorach,

– 10 kart jednostek specjalnych,

– 2 karty pomocy,

– instrukcję.

Zamawiając grę na stronie wydawnictwa Muduko w bonusie otrzymamy naprasowankę na koszulkę z jednym ze zwierząt z gry „Spór o bór”

Na szczególną uwagę zasługują ilustracje na kartach za które odpowiada Piotr Sokołowski. Kart są lekko stylizowane na steampunk. Podobnie jak w znanej Wam już grze „W pył zwrot”. Zwierzęta umieszczone na kartach w swoich odnóżach trzymają różne narzędzia, bronie to walki z przeciwnikami. Ciała ich chronione są przez efektowne zbroje. Zwierzęta wyglądają zjawisko, dodane elementy dodają im charakteru, pokazując ich gotowość do walki.

Celem gry „Spór o bór” jest zdobycie przewagi na 3 polanach będących obok siebie lub 5 dowolnych polan.

Grę rozpoczynamy od rozłożenia wszystkich 9 płytek polan jedna obok drugiej (musicie zapewnić sobie sporo miejsca na stole). Każdemu z graczy rozdajemy kartę pomocy jako ściągę z rodzaju grup zwierząt oraz 6 losowych kart zwierząt. Pozostałe stos karty zwierząt kładziemy zakryty obok polan.

Zwierzęta występują w 9 gatunkach umieszczone są na ich cyfry od 1 do 9 oraz w 6 kolorach. W swojej turze gracz wykłada jedną z kart w ręce przy dowolnym polanie i dobiera nową kartę z talii. W momencie, w którym po obu stronach polany znajdą się 3 zwierzęta sprawdzamy, kto utworzył silniejszą grupę zwierząt i zdobył tym samym dominację. Pierwsza osoba, która zdobędzie przewagę na 3 sąsiadujących polanach lub 5 dowolnych wygrywa.

Zwierzęta układamy na polanie starając się tworzyć jak najsilniejszą grupę. Możemy tworzyć 5 rodzajów grup. Najsilniejszą będzie Legion czyli 3 zwierzęta tego samego koloru i następujących po sobie wartościach. Najsłabszą grupą będzie Zgraja czy 3 dowolne zwierzęta w dowolnym kolorze i dowolnych wartościach.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia. ”Spór o bór” może grać w 2 osoby. I mam wrażenie, że to jest strzałem w 10, bo nie zawsze znajdzie nam się trójka chętnych do gry. Świetnie sprawdzi się do zagrania z drugą połówką, jak już dzieci pójdą spać.

Teoretycznie gra dla dzieci od 8 roku życia jednak nie byłabym sobą gdybym nie próbowała zagrać z młodszymi. Do rozgrywek przystąpiła Alicja lat 7 i Franek lat 8. Oboje całkiem szybko przyswoili sobie zasady i wciągnęło ich nieźle. Co prawda w starciu z dorosłym nie można mówić o jakiejś wielkiej strategii młodszych zawodników jednak między sobą próbowali różnych zagrywek. Na wyjazd z kuzynostwem zabraliśmy różne gry, a po „Spór o bór” sięgali dość często, więc myślę że to najlepszą opinią że dzieciakom się podobało.

Jednak jeśli chcemy wyciągnąć z gry „Spór o bór” jak najwięcej, strategii, taktyki czy negatywnej interakcji z użyciem jednostek specjalnych to polecam grać w nieco starszym gronie.

Podsumowując „Spór o bór” to pięknie wydana gra karciana dla 2 osób. Jest mega wciągająca, wymaga skupienia i planowania. Oczywiście uśmiech losu także przyda się podczas rozgrywki, jednak w dużej mierze od nas będzie zależeć jak przebiegną walki przy polanach. Strategia na rozgrywkę się przyda, zwłaszcza gdy zagramy z jednostkami specjalnymi. Grając ćwiczymy spostrzegawczość i uważność, gdyż tylko bacznie obserwując karty wyrzucane przez przeciwnika możemy się zorientować jakie jeszcze zwierzęta są w talii. Wszystkie elementy gry, zarówno płytki jak i karty są wykonane bardzo starannie i myślę, że przetrwają sporo 😉

Karty pomocy to wspaniały pomysł, aby mieć pod ręką najważniejsze informacje o grupach i nie musieć co chwilę zaglądać do instrukcji.

Uwielbiam gry, które cieszą oko a ta od takich należy. Dodatkowo jest mega wciągająca. Spokojnie można ją zakupić na prezent, nawet nie wprawionym planszówkowiczom.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Reiner Knizia
  • Ilustracje: Piotr Sokołowski
  • tłumaczenie: Michał Szewczyk

„Mix Tura” Muduko – recenzja

Życie goblina nie jest łatwe, jednak bycie królikiem doświadczalnym to już całkiem przechalapne..

To o czym właściwie jest gra „Mix Tura” od Muduko o goblinach czy królikach?

Już śpieszę z wyjaśnieniem.

Gobliny to „urocze” stworzenia, które chcąc nie chcąc muszę służyć wiedźmie. A ta jak wiemy słynie z produkcji różnorakich eliksirów. Niestety nie wszystkiej jej mieszanki są bezpieczne. Zdarzało się już wiedźmie kogoś otruć nie chcący. Więc teraz wpadła na pomysł, aby wykorzystać swoich sługów – gobliny to testowania przygotowywanych przez nią mieszanek.

W grze „Mix Tura” wcielamy się właśnie w rolę goblina, który został wzięty na przymusowego ochotnika do testowanie mixtur wiedźmy.

Tak więc można powiedzieć, że jesteśmy goblinem – królikiem doświadczalnym.

„ Mix Tura” to małe kompaktowe pudełko z grą, która świetnie się sprawdzi na wszelkich imprezach (tych z własnymi mixturami również). W pudełku znajdziemy:

– 10 kart goblinów,

– 50 kart akcji,

– dodatkowe czyste karty na własne zasady,

– 1 karta Besztii,

– 13 kart zabójczych eliksirów,

– 30 kart bezpiecznych eliksirów,

– 10 żetonów antidotum,

– 1 znacznik tury,

– instrukcję.

Zasady gry „Mix Tura” są dość proste. Naszym zadaniem jest przeżyć, wygrywa osoba która nie da się otruć eliksirami i jako jedyna zostanie przy życiu.

Każdy z graczy wybiera sobie Goblina i kładzie go przed sobą. Gobliny na start otrzymują po 4 eliksiry, jeden zabójczy i trzy bezpieczne. Tasujemy je i kładziemy rewersem do góry, obok swojej karty Golina, tak aby nie wiedzieć który eliksir jest który. Każdy z graczy otrzymuje jeszcze jeden żeton antidotum czyli tzw. odtrutkę na zabójcze eliksiry, niestety można ją użyć tylko raz.

Karty akcji i pozostałe eliksiry kładziemy na stole w zasięgu wszystkich graczy i zaczynamy zabawę. Zaczyna najbardziej zielony gracz 😉 lub ten który najlepiej udaje goblina, dostaje on znacznik tury, i ciągnie jedną z kart akcji. W kartach akcji znajdziemy polecenia do wykonania między innymi: „Pijesz ty”, „Piją wszyscy oprócz Ciebie”, „Otrzymujesz zabójczy eliksir”. Karta wykonanej akcji wędruje na stos kart odrzuconych. Teraz znacznik tury otrzymuje kolejny gracz i to on ciągnie kartę akcji. Jak pijemy eliksiry to wypicie bezpiecznego nic nie zmienia, co najwyżej wyskoczy nam kilka pryszczy. Jednak gdy wylosujemy zabójczy eliksir, to mamy 2 wyjścia albo używamy antidotum i gramy dalej jako goblin albo jeśli nie mamy antidotum to zamieniamy się w ducha i też gramy dalej. Jako duch musimy odrzucić wszystkie swoje karty eliksirów, więc nie mamy co pić 😉 jednak nadal ciągniemy karty akcji, jeśli w wyniku tej akcji jakiś goblin zmieni się w ducha, my wracamy do życia.

W kartach akcji znajdziemy też zaklęcia co dodatkowo uatrakcyjnia rozgrywkę. Np. Zaklęcie grzecznościowe wymaga, abyśmy zwracali się do kogoś Wasza Wysokość czy Proszę Pani, Zaklęcie śmiejąca – zmusza wszystkich do zachowania powagi, ten kto pierwszy je złamie za karę musi wypić jeden za swoich eliksirów.

Aby wprowadzić jeszcze więcej zamieszania możemy dodać kartę Besztii, osoba która ją otrzyma za każdym razem musi wypić o jeden eliksir więcej.

Na uwagę zasługuje instrukcja, którą czyta się niemalże jak księgę z zaklęciami. Na początku znajdziemy krótki komiks, który jest wprowadzeniem w fabułę gry. Znajdziemy opis wszystkich zaklęć czy kart akcji, wszystko zostało przedstawione w zabawny sposób, aż chce się czytać. Na końcu znajdziemy imiona i opis wszystkich goblinów, choć jak tylko się spojrzy na nie to można się wielu ich cech domyślać.

Gra „Mix Tura” świetnie sprawdzi się w większym gronie, gdyż można grać w maksymalnie 10 osób. Minimalne ilość osób to według wydawnictwa to 4, jednak zdarzało nam się zagrać również w 3 i też było ok. Jednak wiadomo im więcej osób tym weselej i rozgrywka wtedy trwa dłużej, bo wiedźma nie tak szybko uśmierci większą ilość osób. „Mix Tura” przeznaczona jest dla osób od 8 roku życia. Zasady są dość proste i myślę że spokojnie można grać z młodszymi graczami. Jednak musimy wziąć pod uwagę fakt, że nieco gorzej mogą sobie radzić emocjonalnie, gdy ktoś kradnie ci antidotum albo muszą pić kilka razy z rzędu ( a inni nie piją). Jeśli wasze dzieci nieźle sobie radzą z przegraną i generalnie lubią negatywną interakcję to spokojnie można grać z młodszymi.

Podsumowując gra świetnie się sprawdzi na wszelkiego rodzaju imprezach tych dla dorosłych jak i dla dzieci, dzięki temu że może w nią grać aż 10 osób. Zasady gry są bardzo proste, nie trzeba długo tłumaczyć, szybko możemy przejść do rozgrywki. Rozgrywki są dynamiczne, dość szybkie, wywołujące wiele śmiechu i emocji. Po grę „Mix Tura” można sięgać wiele razy i zawsze będzie wprawiać w dobry nastrój.

Jeśli chodzi o grę z dziećmi to trzeba mieć świadomość, że w grze jest sporo losowości i negatywnej interakcji. Więc jeśli nasze dzieci nie lubią zbytnio przegrywać, czy kiepsko sobie radzą gry ktoś im celowo szkodzi to mogą nie zbyt być zadowolone z tej gry. Z nami grywa też 4 latek, który kompletnie nie radzi sobie z przegraną ( i nie zapowiada się żeby zaczął sobie radzić 😉 ) i pozwalamy mu oszukiwać 😉 tzn ustalać swoje zasady tylko dla niego, tzn nie pije gdy jest jego kolej czy też podgląda gdzie jest bezpieczny eliksir. Oczywiście reszta graczy wyraża na to zgodę (choć nie zawsze cieszy się z tego powodu). Lepiej jest grać, nawet jeśli brat oszukuje niż nie grać wcale. Mam taką nadzieję że z czasem zobaczy, że przegrywanie nie jest takie straszne. Dzięki temu dziewczyny też się uczą, że w tym wszystkim najważniejsza jest dobra zabawa, a tej z „Mix Turą” nam nie zabraknie.

Metryczka:

  • Wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Jose Manuel Fernandez
  • Ilustracje: Ana Marco
  • Tłumaczenie: Magdalena Sikorska

„W pył zwrot” Muduko – recenzja

W Wielkiej Prapuszczy został rozstrzygnięty Wielki Pojedynek, a nowy władca został wybrany. Mieszkańcu Boru już szykują się do świętowania, jednak nowy władca ma pewną zachciankę. Chce spróbować pyłki kwiatowego, który znany jest ze swoich właściwości leczniczych. W grze zbieramy i wysyłamy armię owadów na bój z przeciwnikami w celu zdobycia jak największej ilości pyłku kwiatowego. Bowiem ten kto zdobędzie go najwięcej zaskarbi sobie wdzięczność nowego władcy Wielkiej Prapuszczy i zostaniem mianowany Mistrzem Pyłku.

„ W pył zwrot” to pięknie wydana gra karciana. W pudełku znajdziemy:

– 25 kart kwiatów z pyłkiem,

– 52 karty owadów w 4 kolorach,

– 1 kartę czarnej pszczoły,

– instrukcję.

Zamawiając grę na stronie wydawnictwa Muduko w bonusie otrzymamy 2 karty specjalne owadów tzw. jokery.

Na szczególną uwagę zasługują ilustracje na kartach za które odpowiada Piotr Sokołowski. Kart są lekko stylizowane na steampunk. Owady umieszczone na kartach w swoich odnóżach trzymają różne narzędzia, bronie to walki z przeciwnikami. Na ich głowach znajdziemy hełmy czy okulary. Ciała niektórych chronione są przez efektowne zbroje. A zbierany pyłek mogą chować do trzymanych lub przewieszonych sakiewek czy zadziwiających garnców.

Kwiaty zdają się wydawać bardziej naturalnie jednak gdy przyjrzymy się im uważnie dostrzeżemy, że pyłek wydobywa się z nich niczym z fabryk. Za sprawą kart możemy się przenieść do baśniowego świata pięknych kwiatów i owadów. Jednak wygląd zarówno kwiatów jak i owadów nie odbiega od realności i bez trudu rozpoznamy gatunki. Zresztą w instrukcji znajdziemy ciekawostki na temat owadów i kwiatów, dzięki temu lepiej poznamy naszą armię i mamy szansę zaciekawić dzieci otaczającą przyrodą i docenić wartość owadów zapylających. Zachęcam do wejścia na stronę wydawnictwa Muduko (kliknij tutaj), tam również poznamy owady występujące w grze „W pył zwrot”.

Oczywiście Gra „ W pył zwrot” posiada znaczek ECO Friendly game co oznacza że produkt został zaprojektowany i wykonany z zachowaniem najwyższych ekologicznych standardów. Gra bez plastiku, stworzona z surowców z certyfikatami FSC, z użyciem bezpiecznych farb i klejów pochodzenia roślinnego.

Znaczek 100% safe Biocidal coating, mówi nam o walorach biobójczych gry. Dzięki opatentowanej metodzie lakierowania powierzchni drukowanych wykazują silne zdolności biobójcze (bakteriobójcze i wirusobójcze) i samosterylizujące. Dzięki czemu karty mogą być użytkowane w większych grupach bez konieczności częstego dezynfekowania.

Celem gry „W pył zwrot” jest zdobycie jak najwięcej pyłku kwiatowego. Karty kwiatów oznaczone są liczbami od 2 do 8 liczby te stanowią ilość zdobytych punktów. Im więcej punktów ( wartość pyłku) tym lepiej. Na koniec rozgrywki wygrywa osoba, która zdobyła najwięcej punktów.

Na początek porządnie tasujemy wszystkie karty i rozdajemy każdemu z graczy po 6 kart. Pozostałe pozostawiamy zakryte w stosie na stole (czy gdzie tam gramy). W swojej rundzie graczy wykonuje jedną z dwóch akcji: albo dobranie karty na rękę z zakrytego stosu albo zagranie karty. Możemy zagrać kartą kwiatu, wtedy umieszczamy ją przed sobą. Zagranie kwiatu jest konieczne aby zdobyć drogocenny pyłek. Oczywiście wtedy inny gracze przystąpią do boju razem z nami o zdobycie tego kwiatu. Możemy też zagrać kartą owada, jednak tylko wtedy gdy na stole jest już jakiś kwiat. Owady bowiem układamy obok kwiatu, tak by leżał po stronie po której siedzimy, dzięki temu łatwo rozpoznamy kto go tam umieścił. Jeśli obok kwiatu nie ma żadnego owada to możemy położyć dowolny kolor naszej armii, jednak gdy ktoś umieścił tam swojego owada np. żółtą pszczołę to my nie możemy położyć tego samego koloru. Musimy wtedy użyć zieloną mrówkę, niebieskiego motyla czy czerwoną biedronkę.

A kiedy zdobywamy kwiaty? Zawsze przed swoją rundą sprawdzamy toczące się bitwy. Jeśli przy jakimś kwiecie nasza armia owadów jest większa niż armia przeciwnika to wygrywamy tą bitwę, zdobywając kwiat (odkładamy go zakrytego obok siebie a owady biorące udział w bitwie odkładamy do pudełka). Jeśli siła naszej armii jest taka sama jak przeciwnika bój trwa nadal. Kwiat zdobywamy również jeśli we wcześniejszej rundzie zagraliśmy kwiat i nikt nie przystąpił do bitwy o niego (czyli nie leżą przy nim żadne owady). Po sprawdzeniu toczących się bitw wykonujemy jedną z opisanych czynności albo dobieramy kartę albo zagrywamy kartą.

Aby rozgrywka była ciekawsza, w każdej grupie owadów występuje dowódca, który jest silniejszy niż wszystkie zsumowane karty owadów. Kartę dowódcy możemy położyć przy kwiecie przy którym już posiadamy jakiegoś owada i musi być ona w tym samym kolorze co nasz owad. Nowo położony dowódca eliminuje wcześniej położonego przez innego gracza dowódcę (należy ją odłożyć do pudełka).

Mamy jeszcze kartę czarnej pszczoły, którą możemy położyć przy kwiatku, nawet jeśli nie posiadamy tam swojej armii. Podobnie jak dowódca jest silniejsza niż wszystkie zsumowane karty owadów i eliminuje wcześniej położonego dowódcę.

Dodatkowo kupując w sklepie internetowym wydawnictwa Muduko otrzymamy bonusowo 2 kart owadów joker-ów. Owady są o wartościach 2 i 3 jednak możemy je położyć na armię w dowolnym kolorze.

Gra kończy się gdy zabraknie kart w stosie i jeden z graczy zagra swoją ostatnią kartą. Liczymy wtedy punkty ze zdobytych kwiatów. Jeśli zostały nam na ręce jakieś kwiaty których nie zagraliśmy, wtedy ich wartość odejmujemy od zdobytych punktów. Miano Mistrza Pyłku zdobywa grać z największą ilością punktów.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 7 roku życia. ”W pył zwrot” może grać w od 2 do nawet w 8 osób. Możemy grać w 2 trybach: normalnym (od 2 do 6 osób) gdzie każdy z graczy rywalizuje z pozostałymi lub w trybie drużynowym ( 4, 6 lub 8 osób), gdzie łączymy się w pary i wspólnie walczymy przeciwko innym drużynom.

Podsumowując gra nam się bardzo dobrze. Próbujemy stosować różne taktyki w grze, dzieci uczą się planowania do przodu, przewidywania ruchów przeciwników a jednocześnie należało by zapamiętać wcześniej rzucone karty, aby wiedzieć w naszej bitwie może zagrozić dowódca czy czarna pszczoła.

Przyznam szczerze, że ja nie znalazłam dobrej taktyki na tą grą. Ciągle zastanawiam się czy lepiej rzucać najpierw mniej wartościowe kwiaty, żeby przeciwnicy się na nie rzucili tracąc swoją armie? Czy może lepiej zagrywać wyższe, żeby szybciej zdobyć wyższą liczbę punktów? Czy najpierw dobierać karty, aby zdobywać potężną armię owadów i liczyć na pojawienie się w swoich kartach dowódcy czy czarnej pszczoły. Każda rozgrywka przebiega inaczej i chyba na każdą potrzebna jest inna taktyka. Gra jest bardzo dynamiczna i z każdym ruchem zmienia się przewaga sił. Nam najlepiej grało się w minimum 3 osoby, bo wtedy bitew o kwiaty jest dość sporo i możemy wprowadzać więcej taktyki czy blefu.

#

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Reiner Knizia
  • Ilustracje: Piotr Sokołowski
  • tłumaczenie: Filip Makówka

„Gra z jajem” Muduko – recenzja

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami i pojawiają się jajka, pisanki, zające i lisy.

Pewnie zastanawiasz się co lisy mają wspólnego z Wielkanocą. Ostatnio trafiła do nas „Gra z jajem” wraz z dodatkiem „Pisanka” i tam właśnie spotkamy lisa który przegania kury, tylko nie czekoladowe.

Zasady gry są banalnie proste. Naszym zadaniem jest doliczyć do 5 jajek które pojawią się na stosie i powiedzieć cięcie. Bo cała fabuła opiera się na kręceniu filmu i karty do gry wyglądają jak klatki filmowe. Musimy liczyć jajka które pojawiają się w filmie, ale żeby nie było zbyt łatwo zwierzęta pojawiające się w filmie zmieniają liczbę dostępnych jajek.

„Gra z jajem” to pudełko w którym znajdziemy 51 kart aktorów grających w filmie (jajka, kury, lisy, psy, kaczki, dżdżownice, strusie jaja, kogut oraz rolnik), 4 puste karty (do własnego uzupełnienia), 8 żetonów jajek (każdy w 3 kawałkach – do liczenia punktów) oraz instrukcję.

Jakby tego było mało do „Gry z jajem” powstał dodatek „Pisanka”, które jeszcze bardziej urozmaicają grę. Dodatek „Pisanka” nawiązuje do Wielkanocy, dzięki niemu w filmie ma okazję zagrać pisanka, czekoladowa kura czy zajączek wielkanocny.

Grę można zabrać ze sobą wszędzie, małych rozmiarów zmieści się w torebce czy plecaku. Jednak gra wymaga skupienia, więc nie wszędzie możemy w nią zagrać. Choć muszę przyznać, że ja mam większy problem ze skupieniem uwagi gdy wkoło jest głośno, czy biega dużo dzieci, a mam wrażenie że moim dzieciom jakoś to nie przeszkadza. Dlatego lubią grać w takich miejscach ze mną, bo szanse na ich wygraną wzrastają, bo łatwiej o rozproszenie dorosłego.

Zanim przejdę do zaznajomienia Was z samą grą, wspomnę o walorach biobójczych. Dzięki opatentowanej metodzie lakierowania powierzchni drukowanych wykazują silne zdolności biobójcze (bakteriobójcze i wirusobójcze) i samosterylizujące. Dzięki czemu karty mogą być użytkowane w większych grupach bez konieczności częstego dezynfekowania. Szukajcie znaczka 100% safe Biocidal coating.

Oczywiście Gra z jajem posiada znaczek ECO Friendly game co oznacza że produkt został zaprojektowany i wykonany z zachowaniem najwyższych ekologicznych standardów. Gra bez plastiku, stworzona z surowców z certyfikatami FSC, z użyciem bezpiecznych farb i klejów pochodzenia roślinnego, z kartami zapakowanymi w celofan.

Wyobraź sobie że właśnie trwa Festiwal Filmowy, niestety zdarzyła się katastrofa. Pies Frędzel pomieszał wszystkie rolki filmu. Mamy mało czasu, by skleić cały film na nowo. Musimy stworzyć historię od samego początku, pamiętając o tym, że kończy się ona po piątym jajku. „Gra z jajem” to pamięciowa karcianka z fantastycznym pomysłem, która wciągnie was na wiele rund, a potrzebna jest tylko dobra pamięć i bystre oko.

Zasady „Gry z jajem” są dość proste. Jeśli gramy w więcej niż 2 osoby to wybieramy reżysera, który będzie wykładał jedną kartę za drugą na środku stołu. Reżyserem można być na całą rozgrywkę lub zmieniać się co rundę. Jeśli gramy w 2 osoby to nie ma reżysera, a karty wykładamy na zmianę. Wykładane karty będą tworzyć film. Zadaniem graczy jest liczenie jajek pojawiających się w filmie. Gdy doliczmy do 5 robimy cięcie i zakrywamy dłonią karty. Kto pierwszy ten lepszy, więc bystre oko i refleks się przydadzą. Żeby nauczyć się zasad początkowo graliśmy tylko z udziałem 3 aktorów: Jajka, Kura i Lis. Gdy w filmie pojawiała się Kura siadała ona na jajku i tego jajka nie mogliśmy już liczyć. Jednak gdy pojawiał się Lis przeganiał on kurę siedzącą na jajku, dzięki temu znów było ono dostępne (czyli mogliśmy je liczyć do naszych 5 jajek). Jak gracz zrobi cięcie, pozostali gracze mogą się z tym zgodzić lub zakwestionować liczbę dostępnych jajek. W tym przypadku reżyser odtwarza film w zwolnionym tempie, aby sprawdzić czy liczba jajek wynosi co najmniej 5. Jeśli liczba się zgadza gracz, który zrobił cięcie otrzymuje punkt, a wszyscy którzy kwestionowali tracą 1 punkt. Jednak jeśli liczba jajek jest mniejsza niż 5, gracz, który zrobił cięcie nie otrzymuje punktu, a wszyscy którzy kwestionowali zyskują 1 punkt. Rozgrywka toczy się do uzyskania 3 punktów przez jednego gracza, a tym samym ułożenia przez niego pełnego jajka z punktów.

„Gra z jajem” wymaga koncentracji uwagi na tym jakie zwierzęta pojawiają się w filmie, pamięta też się przyda żeby doliczyć ile to kur już usiadło 🙂

Jak już nieco się ogramy możemy dodawać dodatkowe postacie do naszego projekcji. Kolejne zwierzęta nieco utrudniają, wprowadzają więcej zamieszania, dzięki temu rozgrywka staje się ciekawsza. Moje dzieci dość szybko sięgnęły po kolejnych aktorów i wprowadzaliśmy ich po kolei żeby nie robić zbyt dużego zamieszania. Do filmu możemy wprowadzić: Baryłę czyli jajko strusia i będzie ona w filmie liczyć się jako 2 zwykłe jajka i kura nie będzie na nim siadać. Kogut imieniem Rokoko będzie nam kończył rozgrywkę. Wtedy gracze muszą natychmiast zrobić cięcie i podać liczbę jaj dostępnych w filmie. Możemy też zaprosić psa który odgoni nadchodzącego lisa, chroniąc w ten sposób kurę wysiadującą jajko. Jednak gdy w filmie pojawi się lis przegrany za kurę (kolejna dodatkowa postać) to przegania on kurę siedzącą na jajku, a dzięki przebraniu pies go nie odgania. Kompostowiec różowy czyli dżdżownica przyciąga do siebie kurę, dzięki temu kura nie siada na jajku. Może też pojawiać się zachłanny Wiesiek – rolnik który zabiera wszystkie dostępne jajka. I nasze ulubienica Tosia – kaczka gdy pojawia się w filmie wszyscy muszą powiedzieć kwa, jak ktoś zapomni reżyser wymyśla dla niego dodatkowe zadanie 😉

Jeśli radzicie sobie świetnie z liczeniem do 5 i wasza spostrzegawczość jest na najwyższym poziome to polecamy dodatek „Pisanka” To zaledwie 9 dodatkowych kart w temacie Wielkanocnym, jednak potrafią utrudnić liczenie. Znajdziemy tam Pisankę – która liczy się jak zwykłe jajko, jednak kura nie może na nim usiąść a rolnik nie może go zabierać. Czekoladowa kura – wysiaduje tylko pisanki i nie boi się lisa. Zajączek wielkanocny z pędzelkiem przemaluje wszystkie dostępne jajka na pisanki, dzięki temu zwykłe kury nie będą na nich siadać. Zajączek robi psikusy i chowa pojawiające się jajko, ale z nadejściem kolejnej karty oddaje je na miejsce i jajko znów jest dostępne w filmie.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 7 roku życia. Zasady są dość proste i myślę że spokojnie można grać z młodszymi graczami, u nas 6 latka ogrywa nas często. W ”Grę z jajem” może grać w od 2 do nawet w 8 osób.

Podsumowując gra jest bardzo fajna, łatwe zasady pozwalają zagrać nawet nie wprawionym graczom. Gra wymaga uważnego obserwowania, wytężenia pamięci i logiki w myśleniu. Jednak nie czujemy znużenia tą koncentracją, gdyż wszystko toczy się dość szybko ii w formie zabawy. Rundy są krótkie, dzięki temu nawet jak przegrywamy to sytuacja za chwilę może się zmienić.

Lubię, gdy które dodatkowo coś wnoszą, czegoś uczą. I właśnie taką grą jest „Gra z jajem” wraz z dodatkiem „Pisanka”. Uczy dzieci koncentracji uwagi, kierowania tą uwagą świadomie na pojawiające się karty i nie zauważania pojawiających się rozpraszaczy. Wystarczy, że ktoś coś powie, że pojawi się powiadomienie w telefonie albo cokolwiek innego odwróci naszą uwagę i łapiemy się na tym, że już nie pamiętamy ile było jajek.

Muszę przyznać, że moja córka lat 6 niestety ale nas ogrywa dość często ( i żeby nie było nie podkładamy się). Gra jej się spodobała tak bardzo, że trenuje swoją pamięć z młodszym bratem, który ma jej tylko wykładać karty i robić głupie miny, żeby ją rozproszyć. A ona nie dając się sprowokować spokojnie liczy jajka. No cóż muszę się pogodzić z tym, że będą przegrywać 😉

Jeszcze nie wymyśliliśmy co umieścić na pustych kartach jak macie pomysły dajcie znać w komentarzach.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Charles Bossart
  • Ilustracje: Pauline Berdal
  • tłumaczenie: Filip Makówka

„Wirus! Najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie ” Muduko – recenzja

„Wirus najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie” jest na rynku już jakiś czas, lecz przyznam że dopiero niedawno trafił w nasze ręce. Muszę przyznać że zawirusował nas nieźle. Ponieważ akurat siedzieliśmy z jakimś choróbskiem w domu to mieliśmy sporo czas na zapoznanie się z grą.

Wydawało mi się że zwykła gra karciana szybko może się znudzić. Nic bardziej mylnego dodatki do tej gry potrafią nieźle namieszać. Dzięki temu gra „Wirus” wchodzi na wyższy poziom i możemy grać bez końca.

Zasady gry są banalnie proste. Naszym zadaniem jest uzbierać 4 zdrowe ograny bez znamion wirusa. Oczywiście pozostali gracze będą chcieli zawirusować nasze ciało, jednak możemy się chronić za pomocą szczepionek.

„Wirus najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie” to pudełko z instrukcję oraz 68 kartami, które przedstawiają organy, wirusy i szczepionki oraz terapie (to właśnie dzięki nim rozgrywka staje się najciekawsza).

Jakby tego było mało do gry „Wirus” powstały 2 dodatki, które jeszcze bardziej urozmaicają grę. „Wirus! Halloween” oraz „Wirus! 2 Ewolucja”

Zanim przejdę do zaznajomienia Was z samą grą, wspomnę o walorach biobójczych. Dzięki opatentowanej metodzie lakierowania powierzchni drukowanych wykazują silne zdolności biobójcze (bakteriobójcze i wirusobójcze) i samosterylizujące. Dzięki czemu karty mogą być użytkowane w większych grupach bez konieczności częstego dezynfekowania. Szukajcie znaczka 100% safe Biocidal coating.

Grę „Wirus” możemy zabrać ze sobą wszędzie, gdyż małe pudełko z pewnością zmieści się do torebki. A do samej rozgrywki nie potrzeba dużo miejsca (kawałek stolika czy podłogi wystarczy). Sama rozgrywka przebiega dość szybko, maksymalnie 20 minut (zdarzały się takie na 5 minut), w sam raz na czekanie w kolejce do lekarza 😉

Zasady gry „Wirus najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie” są dość proste. Rozdajemy po 3 karty każdemu z graczy. Pozostałe kładziemy w zasięgu wszystkich graczy. Wygrywa osoba, która ułoży przed sobą pełne zdrowe ciało tzn składające się z 4 różnych organów. Musimy zebrać mózg, serce, żołądek oraz kości. Mamy do dyspozycji jeszcze piąty organ wielokolorowy tzw joker, zastępuje on dowolny organ – jednak możemy być zarażony dowolnym wirusem. Oczywiście przeciwnicy będą chcieli pokrzyżować nasze plany zdobycia zdrowego ciała i mogą nam wirusować ograny. Na serce które jest w kolorze czerwonym będzie działał wirus w kolorze czerwonym, wystarczy jeden wirus i organ choruje. Gdy dorzucimy na zawirusowany organ kolejnego wirusa ( w kolorze organu, lub wielokolorowy wirus) to organ obumiera i musimy go usunąć z naszego ciała i odrzucić na stos kart odrzuconych. Oczywiście mamy możliwość chronić się przed wirusem czy też go leczyć. Do tego przydadzą nam się szczepionki. Jedna dawka szczepionki w kolorze organu chroni przed wirusem i przeciwnicy będą potrzebowali aż 2 wirusów aby organ zachorował. Jednak dwie dawki szczepionki chronią na zawsze przed atakami wirusów mówimy wtedy że organ został uodporniony na wszelkie wirusy.

Już brzmi fajnie jednak najlepsze dopiero przed Wami. Wśród kart znajdziemy również te oznaczone jako terapie i to one wprowadzają najwięcej zabawy i zamieszania. Znajdziemy tam: terapię przeszczep – czyli możemy zamienić dowolny swój organ z organem przeciwnika. Nie ma znaczenie czy to będzie zdrowy, zawirusowany czy zaszczepiony organ, wymieniamy wszystkie poza uodpornionymi. Terapia złodziej organów jak sama nazwa wskazuje pozwala ukraść organ przeciwnikowi. Podobnie jak w przypadku przeszczepu możemy ukraść dowolny poza uodpornionym. Terapia epidemia pozwala na przerzucenie wirusów ze swojego ciała na ciała przeciwników. I nasza ulubiona terapia błąd lekarski która pozwala na wymianę całego swojego ciała z ciałem przeciwnika, nawet z uodpornionymi organami. I ta karta potrafi obrócić rozgrywkę o 180 stopni.

Dodatki do gry „Wirus! Halloween” oraz „Wirus! 2 Ewolucja” dodają dodatkowego dreszczyku do rozgrywki. W „Wirus! Halloween” naszym ulubieńcem jest karta cukierek albo psikus który zmusza gracza do szczepienia organów przeciwnika, aby się pozbyć psikusa. Do czasu posiadania karty cukierek albo psikus nie można wykonać żadnego ruchu poza zaszczepieniem przeciwnika, a szczepionki nie zawsze są łatwo dostępne. Kolejną wspaniałą kartą jest krwiożerczy złodziej, który może ukraść dowolny organ nawet uodporniony na wirusy.

W „Wirus! 2 Ewolucja” okazuje się że wirusy mocno zmutowały i stały się bardziej agresywne. Jak zmutowały wirusy to szczepionki również musiały ewoluować. I tym sposobem powstały szczepionki eksperymentalne i pozwalają jedna kartą uodpornić organ na wszelkie wirusy. Wymyślono też kwarantannę dzięki temu pozbywamy się danego wirusa na całą rozgrywkę i nie może już siać postrachu. Naszą ulubioną kartą w tym dodatku jest kombinezon ochronny, który można użyć w dowolnym momencie i chroni on przed efektem każdej karty przeciwnika więc może uchronić przed wirusem albo złodziejem. Niestety można użyć kombinezon tylko raz 🙁

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia. Zasady są dość proste i myślę że spokojnie można grać z młodszymi graczami. Jednak musimy wziąć pod uwagę fakt, że nieco gorzej mogą sobie radzić emocjonalnie, gdy ktoś kradnie ci ciało tuż przed wygraną. Jeśli wasze dzieci nieźle sobie radzą z przegraną i podkładaniem psikusów, generalnie lubią negatywną interakcję to spokojnie można grać z młodszymi. W ”Wirusa” może grać w od 2 do nawet w 6 osób.

Podsumowując gra jest bardzo fajna, łatwe zasady pozwalają zagrać nawet nie wprawionym graczom. Jest to typowa gra, w której chodzi o rywalizację z innymi, więc nie wszystkim przypadnie do gustu. Przyznam szczerze myślałam, że nie bardzo się u nas sprawdzi, bo nie mamy zbyt dużego wpływu na rozgrywkę, zależy od losowości kart i podkładanie psikusów przeciwnikom wprowadzi nerwową atmosferę. Jednak szybkość rozgrywki, że gra przebiega sprawnie szybko i raz się wygrywa i raz przegrywa powoduje że dzieci szybko zapominają że siostra przed chwilą ukradła całe moje ciało. Oczywiście nie obyło się u nas bez łez przegranego tym bardziej że za sprawą siostry czy taty który podrzucił nam wirusa tuż przed końcem rozgrywki. Nam tytuł bardzo się spodobał. Sprawdźcie sami czy dacie się wciągnąć w Wirusa.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • autor: Domingo Cabrero, Carlos López, Santi Santisteban
  • ilustracje: David GJ
  • tłumaczenie: Sławomir Czuba

„Roszada wśród zwierząt” Muduko – recenzja

Muszę przyznać że gra „Roszada wśród zwierząt” totalnie mnie zaskoczyła. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała przełożyć gry na życie codziennie.

Grając w „Roszadę wśród zwierząt” można pokazać dzieciom jak ważne jest planowanie i przygotowanie, a że plany w naszym domu są już od dość dawna i różnie bywa z podejście do nich. Raz dzieci je kochają, a raz nienawidzą, to mam taką nadzieję że gra pokazała im że są niezwykle istotne.

Jeśli Wasze dzieci próbowały grać w szachy, ale okazywały się nieco trudne i skomplikowane to polecam Wam „Roszadę wśród zwierząt” – takie szachy w wersji light. Muszę się przyznać, że ja w szachy jestem beznadziejna i córka z łatwością mnie ogrywa. Więc „Roszada wśród zwierząt” jest w sam raz dla mnie.

Trzy zwierzęta: kot, mysz i słoń przemierzają pola, by zdobyć swoje ulubione smakołyki. Jednocześnie boją się siebie nawzajem, co powoduje że zdobycie pożywienia dla swojej drużyny bywa utrudnione i jednocześnie potrafi pokrzyżować przeciwnikowi plany.

W pudełku znajdziecie:

  • 12 pionków zwierząt ( 4 komplety zwierząt),
  • 21 żetonów pożywienia,
  • 10 plansz mapy,
  • instrukcję.

Zanim przejdę do zaznajomienia Was z samą grą, wspomnę o pudelku, gdyż wyróżnia się ono na tle innych. Jak pewnie już wiecie Muduko stawia na ekologię, więc w tej grze nie spotkamy plastiku, a pudełko zostało wykonane z ekologicznego papieru i zostało pozbawione lakierowych zdobień. Dzięki temu wygląda jak w stylu retro z przygaszonymi kolorami. W środku znajdziemy oczywiście już barwne plansze do gry, żetony pożywienia i pionki zwierząt. Wszystkie elementy są wykonane z solidnej grubej tektury, nie znajdziemy to wcale plastiku, gra jest całkowicie przyjazna środowisku.

Zasady gry są dość proste, jednak w grze jest dużo planowania i to już od samego początku. Każdy z graczy otrzymuje swoją drużynę w skład której wchodzą 3 zwierzęta: słoń, kot oraz mysz. Zadaniem gracza jest zdobyć 5 żetonów pożywienia, bez znaczenia jakiego. Jednak zwierzęta jedzą tylko wybrane produkty: kot lubi rybkę, słoń orzechy, a myszka zboże. Jednak zwierzęta są nieco stachliwe i boją się siebie nawzajem ( czy to we własnej czy przeciwnej drużynie). Słoń boi się myszy i nie mogą stać na polach sąsiadujących, mysz boi się kot, a kot boi się słonia. Gdy kot zbliży się do myszy ta musi uciec na kolejne wolne pole.

Tym sposobem można blokować swoich przeciwników, przeszkadzając im w dotarciu do upragnionego pożywienia. Już na etapie ustawiania planszy i rozkładaniu swoich zwierząt trzeba mieć pomysł na rozgrywkę.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia i jestem podobnego zdania. Choć oczywiście można zagrać z młodszymi, bo zasady są bardzo proste. Jednak jeśli chcemy nieco więcej pogłówkować i grać wykorzystując elementy blokowania to zdecydowanie wiek 8 plus wskazany.

W grze „Roszada wśród zwierząt” możemy grać w 2, 3 lub 4 osoby. W zależności od ilości graczy dobieramy odpowiednią ilość plansz mapy

Podsumowując gra jest bardzo fajna, łatwe zasady pozwalają zagrać nawet nie wprawionym osobom. Uczy dzieci planowania, strategii tak aby wygrać i utrudnić zdobycie punktów przeciwnikowi. Zdecydowanie przypadła do gustu starszej córce (lat 9 ), która planuje już swoją rozgrywkę na etapie układania planszy. Jako wstęp do szachów sprawdzi się znakomicie, albo gdy mamy więcej niż 2 graczy. „Roszada wśród zwierząt” wprowadzi dzieci w świat planowania i strategii.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • autor: Urtis Šulinskas
  • ilustracje: Tomasz Kaczkowski