„Spór o bór” Muduko – recenzja

Zbliża się czas, żeby ustalić kto będzie władał Wielką Prapuszczą. Do tej pory zamieszkiwały ją najodważniejsze i najbardziej waleczne zwierzęta na świecie. Co pięć lat wybierany jest nowy władca. Mieszkańcy muszą wybrać mądrego i odważnego króla. Kandydaci na władcę muszę stoczyć bezkrwawy bój. W grze wcielamy się w dowódców biorących udział w Wielkim Pojedynku. Musisz zdobyć przewagę nad przeciwnikiem i objąć kontrolę nad polanami. Pamiętaj wygrany może być tylko jeden.

„ Spór o bór” to pięknie wydana gra karciana. W pudełku znajdziemy:

– 9 płytek polan,

– 54 karty zwierząt w 6 kolorach,

– 10 kart jednostek specjalnych,

– 2 karty pomocy,

– instrukcję.

Zamawiając grę na stronie wydawnictwa Muduko w bonusie otrzymamy naprasowankę na koszulkę z jednym ze zwierząt z gry „Spór o bór”

Na szczególną uwagę zasługują ilustracje na kartach za które odpowiada Piotr Sokołowski. Kart są lekko stylizowane na steampunk. Podobnie jak w znanej Wam już grze „W pył zwrot”. Zwierzęta umieszczone na kartach w swoich odnóżach trzymają różne narzędzia, bronie to walki z przeciwnikami. Ciała ich chronione są przez efektowne zbroje. Zwierzęta wyglądają zjawisko, dodane elementy dodają im charakteru, pokazując ich gotowość do walki.

Celem gry „Spór o bór” jest zdobycie przewagi na 3 polanach będących obok siebie lub 5 dowolnych polan.

Grę rozpoczynamy od rozłożenia wszystkich 9 płytek polan jedna obok drugiej (musicie zapewnić sobie sporo miejsca na stole). Każdemu z graczy rozdajemy kartę pomocy jako ściągę z rodzaju grup zwierząt oraz 6 losowych kart zwierząt. Pozostałe stos karty zwierząt kładziemy zakryty obok polan.

Zwierzęta występują w 9 gatunkach umieszczone są na ich cyfry od 1 do 9 oraz w 6 kolorach. W swojej turze gracz wykłada jedną z kart w ręce przy dowolnym polanie i dobiera nową kartę z talii. W momencie, w którym po obu stronach polany znajdą się 3 zwierzęta sprawdzamy, kto utworzył silniejszą grupę zwierząt i zdobył tym samym dominację. Pierwsza osoba, która zdobędzie przewagę na 3 sąsiadujących polanach lub 5 dowolnych wygrywa.

Zwierzęta układamy na polanie starając się tworzyć jak najsilniejszą grupę. Możemy tworzyć 5 rodzajów grup. Najsilniejszą będzie Legion czyli 3 zwierzęta tego samego koloru i następujących po sobie wartościach. Najsłabszą grupą będzie Zgraja czy 3 dowolne zwierzęta w dowolnym kolorze i dowolnych wartościach.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia. ”Spór o bór” może grać w 2 osoby. I mam wrażenie, że to jest strzałem w 10, bo nie zawsze znajdzie nam się trójka chętnych do gry. Świetnie sprawdzi się do zagrania z drugą połówką, jak już dzieci pójdą spać.

Teoretycznie gra dla dzieci od 8 roku życia jednak nie byłabym sobą gdybym nie próbowała zagrać z młodszymi. Do rozgrywek przystąpiła Alicja lat 7 i Franek lat 8. Oboje całkiem szybko przyswoili sobie zasady i wciągnęło ich nieźle. Co prawda w starciu z dorosłym nie można mówić o jakiejś wielkiej strategii młodszych zawodników jednak między sobą próbowali różnych zagrywek. Na wyjazd z kuzynostwem zabraliśmy różne gry, a po „Spór o bór” sięgali dość często, więc myślę że to najlepszą opinią że dzieciakom się podobało.

Jednak jeśli chcemy wyciągnąć z gry „Spór o bór” jak najwięcej, strategii, taktyki czy negatywnej interakcji z użyciem jednostek specjalnych to polecam grać w nieco starszym gronie.

Podsumowując „Spór o bór” to pięknie wydana gra karciana dla 2 osób. Jest mega wciągająca, wymaga skupienia i planowania. Oczywiście uśmiech losu także przyda się podczas rozgrywki, jednak w dużej mierze od nas będzie zależeć jak przebiegną walki przy polanach. Strategia na rozgrywkę się przyda, zwłaszcza gdy zagramy z jednostkami specjalnymi. Grając ćwiczymy spostrzegawczość i uważność, gdyż tylko bacznie obserwując karty wyrzucane przez przeciwnika możemy się zorientować jakie jeszcze zwierzęta są w talii. Wszystkie elementy gry, zarówno płytki jak i karty są wykonane bardzo starannie i myślę, że przetrwają sporo 😉

Karty pomocy to wspaniały pomysł, aby mieć pod ręką najważniejsze informacje o grupach i nie musieć co chwilę zaglądać do instrukcji.

Uwielbiam gry, które cieszą oko a ta od takich należy. Dodatkowo jest mega wciągająca. Spokojnie można ją zakupić na prezent, nawet nie wprawionym planszówkowiczom.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Reiner Knizia
  • Ilustracje: Piotr Sokołowski
  • tłumaczenie: Michał Szewczyk

„Mix Tura” Muduko – recenzja

Życie goblina nie jest łatwe, jednak bycie królikiem doświadczalnym to już całkiem przechalapne..

To o czym właściwie jest gra „Mix Tura” od Muduko o goblinach czy królikach?

Już śpieszę z wyjaśnieniem.

Gobliny to „urocze” stworzenia, które chcąc nie chcąc muszę służyć wiedźmie. A ta jak wiemy słynie z produkcji różnorakich eliksirów. Niestety nie wszystkiej jej mieszanki są bezpieczne. Zdarzało się już wiedźmie kogoś otruć nie chcący. Więc teraz wpadła na pomysł, aby wykorzystać swoich sługów – gobliny to testowania przygotowywanych przez nią mieszanek.

W grze „Mix Tura” wcielamy się właśnie w rolę goblina, który został wzięty na przymusowego ochotnika do testowanie mixtur wiedźmy.

Tak więc można powiedzieć, że jesteśmy goblinem – królikiem doświadczalnym.

„ Mix Tura” to małe kompaktowe pudełko z grą, która świetnie się sprawdzi na wszelkich imprezach (tych z własnymi mixturami również). W pudełku znajdziemy:

– 10 kart goblinów,

– 50 kart akcji,

– dodatkowe czyste karty na własne zasady,

– 1 karta Besztii,

– 13 kart zabójczych eliksirów,

– 30 kart bezpiecznych eliksirów,

– 10 żetonów antidotum,

– 1 znacznik tury,

– instrukcję.

Zasady gry „Mix Tura” są dość proste. Naszym zadaniem jest przeżyć, wygrywa osoba która nie da się otruć eliksirami i jako jedyna zostanie przy życiu.

Każdy z graczy wybiera sobie Goblina i kładzie go przed sobą. Gobliny na start otrzymują po 4 eliksiry, jeden zabójczy i trzy bezpieczne. Tasujemy je i kładziemy rewersem do góry, obok swojej karty Golina, tak aby nie wiedzieć który eliksir jest który. Każdy z graczy otrzymuje jeszcze jeden żeton antidotum czyli tzw. odtrutkę na zabójcze eliksiry, niestety można ją użyć tylko raz.

Karty akcji i pozostałe eliksiry kładziemy na stole w zasięgu wszystkich graczy i zaczynamy zabawę. Zaczyna najbardziej zielony gracz 😉 lub ten który najlepiej udaje goblina, dostaje on znacznik tury, i ciągnie jedną z kart akcji. W kartach akcji znajdziemy polecenia do wykonania między innymi: „Pijesz ty”, „Piją wszyscy oprócz Ciebie”, „Otrzymujesz zabójczy eliksir”. Karta wykonanej akcji wędruje na stos kart odrzuconych. Teraz znacznik tury otrzymuje kolejny gracz i to on ciągnie kartę akcji. Jak pijemy eliksiry to wypicie bezpiecznego nic nie zmienia, co najwyżej wyskoczy nam kilka pryszczy. Jednak gdy wylosujemy zabójczy eliksir, to mamy 2 wyjścia albo używamy antidotum i gramy dalej jako goblin albo jeśli nie mamy antidotum to zamieniamy się w ducha i też gramy dalej. Jako duch musimy odrzucić wszystkie swoje karty eliksirów, więc nie mamy co pić 😉 jednak nadal ciągniemy karty akcji, jeśli w wyniku tej akcji jakiś goblin zmieni się w ducha, my wracamy do życia.

W kartach akcji znajdziemy też zaklęcia co dodatkowo uatrakcyjnia rozgrywkę. Np. Zaklęcie grzecznościowe wymaga, abyśmy zwracali się do kogoś Wasza Wysokość czy Proszę Pani, Zaklęcie śmiejąca – zmusza wszystkich do zachowania powagi, ten kto pierwszy je złamie za karę musi wypić jeden za swoich eliksirów.

Aby wprowadzić jeszcze więcej zamieszania możemy dodać kartę Besztii, osoba która ją otrzyma za każdym razem musi wypić o jeden eliksir więcej.

Na uwagę zasługuje instrukcja, którą czyta się niemalże jak księgę z zaklęciami. Na początku znajdziemy krótki komiks, który jest wprowadzeniem w fabułę gry. Znajdziemy opis wszystkich zaklęć czy kart akcji, wszystko zostało przedstawione w zabawny sposób, aż chce się czytać. Na końcu znajdziemy imiona i opis wszystkich goblinów, choć jak tylko się spojrzy na nie to można się wielu ich cech domyślać.

Gra „Mix Tura” świetnie sprawdzi się w większym gronie, gdyż można grać w maksymalnie 10 osób. Minimalne ilość osób to według wydawnictwa to 4, jednak zdarzało nam się zagrać również w 3 i też było ok. Jednak wiadomo im więcej osób tym weselej i rozgrywka wtedy trwa dłużej, bo wiedźma nie tak szybko uśmierci większą ilość osób. „Mix Tura” przeznaczona jest dla osób od 8 roku życia. Zasady są dość proste i myślę że spokojnie można grać z młodszymi graczami. Jednak musimy wziąć pod uwagę fakt, że nieco gorzej mogą sobie radzić emocjonalnie, gdy ktoś kradnie ci antidotum albo muszą pić kilka razy z rzędu ( a inni nie piją). Jeśli wasze dzieci nieźle sobie radzą z przegraną i generalnie lubią negatywną interakcję to spokojnie można grać z młodszymi.

Podsumowując gra świetnie się sprawdzi na wszelkiego rodzaju imprezach tych dla dorosłych jak i dla dzieci, dzięki temu że może w nią grać aż 10 osób. Zasady gry są bardzo proste, nie trzeba długo tłumaczyć, szybko możemy przejść do rozgrywki. Rozgrywki są dynamiczne, dość szybkie, wywołujące wiele śmiechu i emocji. Po grę „Mix Tura” można sięgać wiele razy i zawsze będzie wprawiać w dobry nastrój.

Jeśli chodzi o grę z dziećmi to trzeba mieć świadomość, że w grze jest sporo losowości i negatywnej interakcji. Więc jeśli nasze dzieci nie lubią zbytnio przegrywać, czy kiepsko sobie radzą gry ktoś im celowo szkodzi to mogą nie zbyt być zadowolone z tej gry. Z nami grywa też 4 latek, który kompletnie nie radzi sobie z przegraną ( i nie zapowiada się żeby zaczął sobie radzić 😉 ) i pozwalamy mu oszukiwać 😉 tzn ustalać swoje zasady tylko dla niego, tzn nie pije gdy jest jego kolej czy też podgląda gdzie jest bezpieczny eliksir. Oczywiście reszta graczy wyraża na to zgodę (choć nie zawsze cieszy się z tego powodu). Lepiej jest grać, nawet jeśli brat oszukuje niż nie grać wcale. Mam taką nadzieję że z czasem zobaczy, że przegrywanie nie jest takie straszne. Dzięki temu dziewczyny też się uczą, że w tym wszystkim najważniejsza jest dobra zabawa, a tej z „Mix Turą” nam nie zabraknie.

Metryczka:

  • Wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Jose Manuel Fernandez
  • Ilustracje: Ana Marco
  • Tłumaczenie: Magdalena Sikorska

„Cartaventura Lhasa” Muduko – recenzja

Wcielasz się w rolę francuskiego korespondenta wojennego, który w mroku wojny odkrył książkę Alexandry David-Neel, opowiadającą o wschodniej filozofii, która prowadzi do oświecenia i wewnętrznego wyciszenia. Po powrocie z frontu przekonujesz swojego wydawcę, aby napisać książkę o Alexandrze, jej wyprawach i niezwykłych zakątkach do których dotarła. Jednak warunek jest taki, że musisz dostarczać ciekawych artykułów, aby otrzymywać finansowanie wyprawy. W głębi duszy liczysz, że ta wyprawa pozwoli Ci zaznać spokoju…

Czy tak się stanie? Może uda Ci się dotrzeć za podróżniczką do Lhasy – zakazanego duchowego miasta? A może wrócisz z wyprawy z niczym, skończą Ci się fundusze? Może odkryjesz jakiś inny sposób na poradzenie sobie z tym co zobaczyłeś na wojnie?

Wszystko w tej grze zależy od Ciebie. Sam wybierasz ścieżki podróży i przekonasz się dokąd Cię zaprowadzą.

„ Cartaventura Lhasa” od Muduko to pięknie wydana gra paragrafowa w formie kart. W pudełku znajdziemy:

– 70 kart

– broszurę historyczną.

Wprowadzając nową grę do domu, zawsze najtrudniejsze jest poznanie i zrozumienie wszystkich zasad gry (oczywiście ten obowiązek spada zawsze na mnie). Jednak w „Cartaventura” nie potrzebujemy poznawać zasad. Wystarczy, że podniesiemy pierwszą kartę przeczytamy ją i wykonamy polecenia znajdujące się na niej. Na kartach znajdziemy różne polecenia, aby dobrać jakąś kartę, inną odrzucić, albo odwrócić czytana kartę na drugą stronę. Na części z kart musimy dokonać jakieś wyboru czy zostać gdzieś na noc i dopracować artykuł czy może podążać dalej a artykuł wysłać w obecnym kształcie. Oczywiście nasze wybory będą mieć wpływ na dalszy ciąg opowieści. Posiadając mapy będziemy musieli decydować w jakim kierunku się udać może do Tawerny, Rezydencji Gubernatora czy Redakcji lokalnej gazety. Wszystkie nasze wyboru, gdzieś nas zaprowadzą. W rozgrywce możemy odkrywać różne przedmioty, które będą przydatne podczas naszej wyprawy, czasem pozwolą uratować nam życie. Niektóre odkryte karty, odblokowują nam nowe możliwości w kolejnych rozgrywkach. Część z naszych wyborów będzie nas kosztować pieniądze, które otrzymujemy w większości za pisanie artykułów. Gdy skończą nam się fundusze rozgrywka dobiega końca. Być może w trakcie podróży uda nam się uwolnić od posiadania pieniędzy, jednak od tego momentu naszym życiem będzie kierować…

Wszystkiego nie mogę wam zdradzać 🙂 Przekonajcie się sami gdzie możecie dojść…

Gra „Cartavetura Lhasa” ma aż 5 różnych zakończeń, dzięki temu możemy próbować różnych wyboru sprawdzając dokąd nas zaprowadzą. Przyznam szczerze, że już kilka razy grałam i nie odkryłam jeszcze wszystkich możliwości.


„Cartaventura” w Polsce ukazała się opisywana „Cartaventura Lhasa” oraz „Cartaventura Winlandia”, gdzie w wyruszasz z Wikingami śladami Eryka Rudego. Obie gry znajdziecie na stronie wydawnictwa Muduko. Zamawiając na stronie wydawnictwa dodatkowo otrzymamy naprasowankę na koszulkę. Wkrótce mają się pojawić kolejne dwa tytuły. Seria CARTAVENTURA zdobyła wiele nagród i wyróżnień we Francji m.in. nominację do Złotego Asa w 2022 roku i Nagrodę Jury na Festiwalu Gier Planszowych Rennes en Jeux 2022.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 10 roku życia. ”Cartaventura” można grać w pojedynkę lub w grupie. Samemu można zatracić się w poznawanym świecie i dobrze wczuć w rolę i podróż bohatera. W grupie możemy toczyć dyskusje w jakim kierunku się udać, uczymy się dedukcji i dojścia do porozumienia. Świetnie się sprawdzi dla osób interesujących się historią, podróżami czy po prostu lubi czytać. Mnie urzekła fabułą, która opieka się na prawdziwej historii.

Podsumowując gra przypadła do gustu zwłaszcza mi i najstarszej córce. Zgodnie z tym co na opakowaniu gra dla dzieci od 10 roku życie. Młodsze próbowały grać drużynowo, jednak nie są w stanie skupić uwagi na całości rozgrywki. Ja zdecydowanie bardziej wolę, grać w „Cartaventura Lhasa” solo, bo mogę samodzielnie podejmować decyzje i kierować rozgrywką. Córka myśli podobnie. Mieliśmy kilka podejść do rozgrywki drużynowej i jakoś nie zaskoczyło. Może z inną drużyną było by inaczej. Jak ktoś z Wrocławia chętny na wspólną rozgrywkę to zapraszam 😉

Metryczka:

  • Wydawnictwo: Muduko
  • Autorzy: Thomas Dupont, Arnaud Ladagnous
  • Ilustracje: Guillaume Bernon, Jeanne Landart
  • Tłumaczenie: Łukasz Małecki

„W pył zwrot” Muduko – recenzja

W Wielkiej Prapuszczy został rozstrzygnięty Wielki Pojedynek, a nowy władca został wybrany. Mieszkańcu Boru już szykują się do świętowania, jednak nowy władca ma pewną zachciankę. Chce spróbować pyłki kwiatowego, który znany jest ze swoich właściwości leczniczych. W grze zbieramy i wysyłamy armię owadów na bój z przeciwnikami w celu zdobycia jak największej ilości pyłku kwiatowego. Bowiem ten kto zdobędzie go najwięcej zaskarbi sobie wdzięczność nowego władcy Wielkiej Prapuszczy i zostaniem mianowany Mistrzem Pyłku.

„ W pył zwrot” to pięknie wydana gra karciana. W pudełku znajdziemy:

– 25 kart kwiatów z pyłkiem,

– 52 karty owadów w 4 kolorach,

– 1 kartę czarnej pszczoły,

– instrukcję.

Zamawiając grę na stronie wydawnictwa Muduko w bonusie otrzymamy 2 karty specjalne owadów tzw. jokery.

Na szczególną uwagę zasługują ilustracje na kartach za które odpowiada Piotr Sokołowski. Kart są lekko stylizowane na steampunk. Owady umieszczone na kartach w swoich odnóżach trzymają różne narzędzia, bronie to walki z przeciwnikami. Na ich głowach znajdziemy hełmy czy okulary. Ciała niektórych chronione są przez efektowne zbroje. A zbierany pyłek mogą chować do trzymanych lub przewieszonych sakiewek czy zadziwiających garnców.

Kwiaty zdają się wydawać bardziej naturalnie jednak gdy przyjrzymy się im uważnie dostrzeżemy, że pyłek wydobywa się z nich niczym z fabryk. Za sprawą kart możemy się przenieść do baśniowego świata pięknych kwiatów i owadów. Jednak wygląd zarówno kwiatów jak i owadów nie odbiega od realności i bez trudu rozpoznamy gatunki. Zresztą w instrukcji znajdziemy ciekawostki na temat owadów i kwiatów, dzięki temu lepiej poznamy naszą armię i mamy szansę zaciekawić dzieci otaczającą przyrodą i docenić wartość owadów zapylających. Zachęcam do wejścia na stronę wydawnictwa Muduko (kliknij tutaj), tam również poznamy owady występujące w grze „W pył zwrot”.

Oczywiście Gra „ W pył zwrot” posiada znaczek ECO Friendly game co oznacza że produkt został zaprojektowany i wykonany z zachowaniem najwyższych ekologicznych standardów. Gra bez plastiku, stworzona z surowców z certyfikatami FSC, z użyciem bezpiecznych farb i klejów pochodzenia roślinnego.

Znaczek 100% safe Biocidal coating, mówi nam o walorach biobójczych gry. Dzięki opatentowanej metodzie lakierowania powierzchni drukowanych wykazują silne zdolności biobójcze (bakteriobójcze i wirusobójcze) i samosterylizujące. Dzięki czemu karty mogą być użytkowane w większych grupach bez konieczności częstego dezynfekowania.

Celem gry „W pył zwrot” jest zdobycie jak najwięcej pyłku kwiatowego. Karty kwiatów oznaczone są liczbami od 2 do 8 liczby te stanowią ilość zdobytych punktów. Im więcej punktów ( wartość pyłku) tym lepiej. Na koniec rozgrywki wygrywa osoba, która zdobyła najwięcej punktów.

Na początek porządnie tasujemy wszystkie karty i rozdajemy każdemu z graczy po 6 kart. Pozostałe pozostawiamy zakryte w stosie na stole (czy gdzie tam gramy). W swojej rundzie graczy wykonuje jedną z dwóch akcji: albo dobranie karty na rękę z zakrytego stosu albo zagranie karty. Możemy zagrać kartą kwiatu, wtedy umieszczamy ją przed sobą. Zagranie kwiatu jest konieczne aby zdobyć drogocenny pyłek. Oczywiście wtedy inny gracze przystąpią do boju razem z nami o zdobycie tego kwiatu. Możemy też zagrać kartą owada, jednak tylko wtedy gdy na stole jest już jakiś kwiat. Owady bowiem układamy obok kwiatu, tak by leżał po stronie po której siedzimy, dzięki temu łatwo rozpoznamy kto go tam umieścił. Jeśli obok kwiatu nie ma żadnego owada to możemy położyć dowolny kolor naszej armii, jednak gdy ktoś umieścił tam swojego owada np. żółtą pszczołę to my nie możemy położyć tego samego koloru. Musimy wtedy użyć zieloną mrówkę, niebieskiego motyla czy czerwoną biedronkę.

A kiedy zdobywamy kwiaty? Zawsze przed swoją rundą sprawdzamy toczące się bitwy. Jeśli przy jakimś kwiecie nasza armia owadów jest większa niż armia przeciwnika to wygrywamy tą bitwę, zdobywając kwiat (odkładamy go zakrytego obok siebie a owady biorące udział w bitwie odkładamy do pudełka). Jeśli siła naszej armii jest taka sama jak przeciwnika bój trwa nadal. Kwiat zdobywamy również jeśli we wcześniejszej rundzie zagraliśmy kwiat i nikt nie przystąpił do bitwy o niego (czyli nie leżą przy nim żadne owady). Po sprawdzeniu toczących się bitw wykonujemy jedną z opisanych czynności albo dobieramy kartę albo zagrywamy kartą.

Aby rozgrywka była ciekawsza, w każdej grupie owadów występuje dowódca, który jest silniejszy niż wszystkie zsumowane karty owadów. Kartę dowódcy możemy położyć przy kwiecie przy którym już posiadamy jakiegoś owada i musi być ona w tym samym kolorze co nasz owad. Nowo położony dowódca eliminuje wcześniej położonego przez innego gracza dowódcę (należy ją odłożyć do pudełka).

Mamy jeszcze kartę czarnej pszczoły, którą możemy położyć przy kwiatku, nawet jeśli nie posiadamy tam swojej armii. Podobnie jak dowódca jest silniejsza niż wszystkie zsumowane karty owadów i eliminuje wcześniej położonego dowódcę.

Dodatkowo kupując w sklepie internetowym wydawnictwa Muduko otrzymamy bonusowo 2 kart owadów joker-ów. Owady są o wartościach 2 i 3 jednak możemy je położyć na armię w dowolnym kolorze.

Gra kończy się gdy zabraknie kart w stosie i jeden z graczy zagra swoją ostatnią kartą. Liczymy wtedy punkty ze zdobytych kwiatów. Jeśli zostały nam na ręce jakieś kwiaty których nie zagraliśmy, wtedy ich wartość odejmujemy od zdobytych punktów. Miano Mistrza Pyłku zdobywa grać z największą ilością punktów.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 7 roku życia. ”W pył zwrot” może grać w od 2 do nawet w 8 osób. Możemy grać w 2 trybach: normalnym (od 2 do 6 osób) gdzie każdy z graczy rywalizuje z pozostałymi lub w trybie drużynowym ( 4, 6 lub 8 osób), gdzie łączymy się w pary i wspólnie walczymy przeciwko innym drużynom.

Podsumowując gra nam się bardzo dobrze. Próbujemy stosować różne taktyki w grze, dzieci uczą się planowania do przodu, przewidywania ruchów przeciwników a jednocześnie należało by zapamiętać wcześniej rzucone karty, aby wiedzieć w naszej bitwie może zagrozić dowódca czy czarna pszczoła.

Przyznam szczerze, że ja nie znalazłam dobrej taktyki na tą grą. Ciągle zastanawiam się czy lepiej rzucać najpierw mniej wartościowe kwiaty, żeby przeciwnicy się na nie rzucili tracąc swoją armie? Czy może lepiej zagrywać wyższe, żeby szybciej zdobyć wyższą liczbę punktów? Czy najpierw dobierać karty, aby zdobywać potężną armię owadów i liczyć na pojawienie się w swoich kartach dowódcy czy czarnej pszczoły. Każda rozgrywka przebiega inaczej i chyba na każdą potrzebna jest inna taktyka. Gra jest bardzo dynamiczna i z każdym ruchem zmienia się przewaga sił. Nam najlepiej grało się w minimum 3 osoby, bo wtedy bitew o kwiaty jest dość sporo i możemy wprowadzać więcej taktyki czy blefu.

#

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Reiner Knizia
  • Ilustracje: Piotr Sokołowski
  • tłumaczenie: Filip Makówka

„Gra z jajem” Muduko – recenzja

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami i pojawiają się jajka, pisanki, zające i lisy.

Pewnie zastanawiasz się co lisy mają wspólnego z Wielkanocą. Ostatnio trafiła do nas „Gra z jajem” wraz z dodatkiem „Pisanka” i tam właśnie spotkamy lisa który przegania kury, tylko nie czekoladowe.

Zasady gry są banalnie proste. Naszym zadaniem jest doliczyć do 5 jajek które pojawią się na stosie i powiedzieć cięcie. Bo cała fabuła opiera się na kręceniu filmu i karty do gry wyglądają jak klatki filmowe. Musimy liczyć jajka które pojawiają się w filmie, ale żeby nie było zbyt łatwo zwierzęta pojawiające się w filmie zmieniają liczbę dostępnych jajek.

„Gra z jajem” to pudełko w którym znajdziemy 51 kart aktorów grających w filmie (jajka, kury, lisy, psy, kaczki, dżdżownice, strusie jaja, kogut oraz rolnik), 4 puste karty (do własnego uzupełnienia), 8 żetonów jajek (każdy w 3 kawałkach – do liczenia punktów) oraz instrukcję.

Jakby tego było mało do „Gry z jajem” powstał dodatek „Pisanka”, które jeszcze bardziej urozmaicają grę. Dodatek „Pisanka” nawiązuje do Wielkanocy, dzięki niemu w filmie ma okazję zagrać pisanka, czekoladowa kura czy zajączek wielkanocny.

Grę można zabrać ze sobą wszędzie, małych rozmiarów zmieści się w torebce czy plecaku. Jednak gra wymaga skupienia, więc nie wszędzie możemy w nią zagrać. Choć muszę przyznać, że ja mam większy problem ze skupieniem uwagi gdy wkoło jest głośno, czy biega dużo dzieci, a mam wrażenie że moim dzieciom jakoś to nie przeszkadza. Dlatego lubią grać w takich miejscach ze mną, bo szanse na ich wygraną wzrastają, bo łatwiej o rozproszenie dorosłego.

Zanim przejdę do zaznajomienia Was z samą grą, wspomnę o walorach biobójczych. Dzięki opatentowanej metodzie lakierowania powierzchni drukowanych wykazują silne zdolności biobójcze (bakteriobójcze i wirusobójcze) i samosterylizujące. Dzięki czemu karty mogą być użytkowane w większych grupach bez konieczności częstego dezynfekowania. Szukajcie znaczka 100% safe Biocidal coating.

Oczywiście Gra z jajem posiada znaczek ECO Friendly game co oznacza że produkt został zaprojektowany i wykonany z zachowaniem najwyższych ekologicznych standardów. Gra bez plastiku, stworzona z surowców z certyfikatami FSC, z użyciem bezpiecznych farb i klejów pochodzenia roślinnego, z kartami zapakowanymi w celofan.

Wyobraź sobie że właśnie trwa Festiwal Filmowy, niestety zdarzyła się katastrofa. Pies Frędzel pomieszał wszystkie rolki filmu. Mamy mało czasu, by skleić cały film na nowo. Musimy stworzyć historię od samego początku, pamiętając o tym, że kończy się ona po piątym jajku. „Gra z jajem” to pamięciowa karcianka z fantastycznym pomysłem, która wciągnie was na wiele rund, a potrzebna jest tylko dobra pamięć i bystre oko.

Zasady „Gry z jajem” są dość proste. Jeśli gramy w więcej niż 2 osoby to wybieramy reżysera, który będzie wykładał jedną kartę za drugą na środku stołu. Reżyserem można być na całą rozgrywkę lub zmieniać się co rundę. Jeśli gramy w 2 osoby to nie ma reżysera, a karty wykładamy na zmianę. Wykładane karty będą tworzyć film. Zadaniem graczy jest liczenie jajek pojawiających się w filmie. Gdy doliczmy do 5 robimy cięcie i zakrywamy dłonią karty. Kto pierwszy ten lepszy, więc bystre oko i refleks się przydadzą. Żeby nauczyć się zasad początkowo graliśmy tylko z udziałem 3 aktorów: Jajka, Kura i Lis. Gdy w filmie pojawiała się Kura siadała ona na jajku i tego jajka nie mogliśmy już liczyć. Jednak gdy pojawiał się Lis przeganiał on kurę siedzącą na jajku, dzięki temu znów było ono dostępne (czyli mogliśmy je liczyć do naszych 5 jajek). Jak gracz zrobi cięcie, pozostali gracze mogą się z tym zgodzić lub zakwestionować liczbę dostępnych jajek. W tym przypadku reżyser odtwarza film w zwolnionym tempie, aby sprawdzić czy liczba jajek wynosi co najmniej 5. Jeśli liczba się zgadza gracz, który zrobił cięcie otrzymuje punkt, a wszyscy którzy kwestionowali tracą 1 punkt. Jednak jeśli liczba jajek jest mniejsza niż 5, gracz, który zrobił cięcie nie otrzymuje punktu, a wszyscy którzy kwestionowali zyskują 1 punkt. Rozgrywka toczy się do uzyskania 3 punktów przez jednego gracza, a tym samym ułożenia przez niego pełnego jajka z punktów.

„Gra z jajem” wymaga koncentracji uwagi na tym jakie zwierzęta pojawiają się w filmie, pamięta też się przyda żeby doliczyć ile to kur już usiadło 🙂

Jak już nieco się ogramy możemy dodawać dodatkowe postacie do naszego projekcji. Kolejne zwierzęta nieco utrudniają, wprowadzają więcej zamieszania, dzięki temu rozgrywka staje się ciekawsza. Moje dzieci dość szybko sięgnęły po kolejnych aktorów i wprowadzaliśmy ich po kolei żeby nie robić zbyt dużego zamieszania. Do filmu możemy wprowadzić: Baryłę czyli jajko strusia i będzie ona w filmie liczyć się jako 2 zwykłe jajka i kura nie będzie na nim siadać. Kogut imieniem Rokoko będzie nam kończył rozgrywkę. Wtedy gracze muszą natychmiast zrobić cięcie i podać liczbę jaj dostępnych w filmie. Możemy też zaprosić psa który odgoni nadchodzącego lisa, chroniąc w ten sposób kurę wysiadującą jajko. Jednak gdy w filmie pojawi się lis przegrany za kurę (kolejna dodatkowa postać) to przegania on kurę siedzącą na jajku, a dzięki przebraniu pies go nie odgania. Kompostowiec różowy czyli dżdżownica przyciąga do siebie kurę, dzięki temu kura nie siada na jajku. Może też pojawiać się zachłanny Wiesiek – rolnik który zabiera wszystkie dostępne jajka. I nasze ulubienica Tosia – kaczka gdy pojawia się w filmie wszyscy muszą powiedzieć kwa, jak ktoś zapomni reżyser wymyśla dla niego dodatkowe zadanie 😉

Jeśli radzicie sobie świetnie z liczeniem do 5 i wasza spostrzegawczość jest na najwyższym poziome to polecamy dodatek „Pisanka” To zaledwie 9 dodatkowych kart w temacie Wielkanocnym, jednak potrafią utrudnić liczenie. Znajdziemy tam Pisankę – która liczy się jak zwykłe jajko, jednak kura nie może na nim usiąść a rolnik nie może go zabierać. Czekoladowa kura – wysiaduje tylko pisanki i nie boi się lisa. Zajączek wielkanocny z pędzelkiem przemaluje wszystkie dostępne jajka na pisanki, dzięki temu zwykłe kury nie będą na nich siadać. Zajączek robi psikusy i chowa pojawiające się jajko, ale z nadejściem kolejnej karty oddaje je na miejsce i jajko znów jest dostępne w filmie.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 7 roku życia. Zasady są dość proste i myślę że spokojnie można grać z młodszymi graczami, u nas 6 latka ogrywa nas często. W ”Grę z jajem” może grać w od 2 do nawet w 8 osób.

Podsumowując gra jest bardzo fajna, łatwe zasady pozwalają zagrać nawet nie wprawionym graczom. Gra wymaga uważnego obserwowania, wytężenia pamięci i logiki w myśleniu. Jednak nie czujemy znużenia tą koncentracją, gdyż wszystko toczy się dość szybko ii w formie zabawy. Rundy są krótkie, dzięki temu nawet jak przegrywamy to sytuacja za chwilę może się zmienić.

Lubię, gdy które dodatkowo coś wnoszą, czegoś uczą. I właśnie taką grą jest „Gra z jajem” wraz z dodatkiem „Pisanka”. Uczy dzieci koncentracji uwagi, kierowania tą uwagą świadomie na pojawiające się karty i nie zauważania pojawiających się rozpraszaczy. Wystarczy, że ktoś coś powie, że pojawi się powiadomienie w telefonie albo cokolwiek innego odwróci naszą uwagę i łapiemy się na tym, że już nie pamiętamy ile było jajek.

Muszę przyznać, że moja córka lat 6 niestety ale nas ogrywa dość często ( i żeby nie było nie podkładamy się). Gra jej się spodobała tak bardzo, że trenuje swoją pamięć z młodszym bratem, który ma jej tylko wykładać karty i robić głupie miny, żeby ją rozproszyć. A ona nie dając się sprowokować spokojnie liczy jajka. No cóż muszę się pogodzić z tym, że będą przegrywać 😉

Jeszcze nie wymyśliliśmy co umieścić na pustych kartach jak macie pomysły dajcie znać w komentarzach.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • Autor: Charles Bossart
  • Ilustracje: Pauline Berdal
  • tłumaczenie: Filip Makówka

„Wirus! Najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie ” Muduko – recenzja

„Wirus najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie” jest na rynku już jakiś czas, lecz przyznam że dopiero niedawno trafił w nasze ręce. Muszę przyznać że zawirusował nas nieźle. Ponieważ akurat siedzieliśmy z jakimś choróbskiem w domu to mieliśmy sporo czas na zapoznanie się z grą.

Wydawało mi się że zwykła gra karciana szybko może się znudzić. Nic bardziej mylnego dodatki do tej gry potrafią nieźle namieszać. Dzięki temu gra „Wirus” wchodzi na wyższy poziom i możemy grać bez końca.

Zasady gry są banalnie proste. Naszym zadaniem jest uzbierać 4 zdrowe ograny bez znamion wirusa. Oczywiście pozostali gracze będą chcieli zawirusować nasze ciało, jednak możemy się chronić za pomocą szczepionek.

„Wirus najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie” to pudełko z instrukcję oraz 68 kartami, które przedstawiają organy, wirusy i szczepionki oraz terapie (to właśnie dzięki nim rozgrywka staje się najciekawsza).

Jakby tego było mało do gry „Wirus” powstały 2 dodatki, które jeszcze bardziej urozmaicają grę. „Wirus! Halloween” oraz „Wirus! 2 Ewolucja”

Zanim przejdę do zaznajomienia Was z samą grą, wspomnę o walorach biobójczych. Dzięki opatentowanej metodzie lakierowania powierzchni drukowanych wykazują silne zdolności biobójcze (bakteriobójcze i wirusobójcze) i samosterylizujące. Dzięki czemu karty mogą być użytkowane w większych grupach bez konieczności częstego dezynfekowania. Szukajcie znaczka 100% safe Biocidal coating.

Grę „Wirus” możemy zabrać ze sobą wszędzie, gdyż małe pudełko z pewnością zmieści się do torebki. A do samej rozgrywki nie potrzeba dużo miejsca (kawałek stolika czy podłogi wystarczy). Sama rozgrywka przebiega dość szybko, maksymalnie 20 minut (zdarzały się takie na 5 minut), w sam raz na czekanie w kolejce do lekarza 😉

Zasady gry „Wirus najbardziej zaraźliwa gra karciana na świecie” są dość proste. Rozdajemy po 3 karty każdemu z graczy. Pozostałe kładziemy w zasięgu wszystkich graczy. Wygrywa osoba, która ułoży przed sobą pełne zdrowe ciało tzn składające się z 4 różnych organów. Musimy zebrać mózg, serce, żołądek oraz kości. Mamy do dyspozycji jeszcze piąty organ wielokolorowy tzw joker, zastępuje on dowolny organ – jednak możemy być zarażony dowolnym wirusem. Oczywiście przeciwnicy będą chcieli pokrzyżować nasze plany zdobycia zdrowego ciała i mogą nam wirusować ograny. Na serce które jest w kolorze czerwonym będzie działał wirus w kolorze czerwonym, wystarczy jeden wirus i organ choruje. Gdy dorzucimy na zawirusowany organ kolejnego wirusa ( w kolorze organu, lub wielokolorowy wirus) to organ obumiera i musimy go usunąć z naszego ciała i odrzucić na stos kart odrzuconych. Oczywiście mamy możliwość chronić się przed wirusem czy też go leczyć. Do tego przydadzą nam się szczepionki. Jedna dawka szczepionki w kolorze organu chroni przed wirusem i przeciwnicy będą potrzebowali aż 2 wirusów aby organ zachorował. Jednak dwie dawki szczepionki chronią na zawsze przed atakami wirusów mówimy wtedy że organ został uodporniony na wszelkie wirusy.

Już brzmi fajnie jednak najlepsze dopiero przed Wami. Wśród kart znajdziemy również te oznaczone jako terapie i to one wprowadzają najwięcej zabawy i zamieszania. Znajdziemy tam: terapię przeszczep – czyli możemy zamienić dowolny swój organ z organem przeciwnika. Nie ma znaczenie czy to będzie zdrowy, zawirusowany czy zaszczepiony organ, wymieniamy wszystkie poza uodpornionymi. Terapia złodziej organów jak sama nazwa wskazuje pozwala ukraść organ przeciwnikowi. Podobnie jak w przypadku przeszczepu możemy ukraść dowolny poza uodpornionym. Terapia epidemia pozwala na przerzucenie wirusów ze swojego ciała na ciała przeciwników. I nasza ulubiona terapia błąd lekarski która pozwala na wymianę całego swojego ciała z ciałem przeciwnika, nawet z uodpornionymi organami. I ta karta potrafi obrócić rozgrywkę o 180 stopni.

Dodatki do gry „Wirus! Halloween” oraz „Wirus! 2 Ewolucja” dodają dodatkowego dreszczyku do rozgrywki. W „Wirus! Halloween” naszym ulubieńcem jest karta cukierek albo psikus który zmusza gracza do szczepienia organów przeciwnika, aby się pozbyć psikusa. Do czasu posiadania karty cukierek albo psikus nie można wykonać żadnego ruchu poza zaszczepieniem przeciwnika, a szczepionki nie zawsze są łatwo dostępne. Kolejną wspaniałą kartą jest krwiożerczy złodziej, który może ukraść dowolny organ nawet uodporniony na wirusy.

W „Wirus! 2 Ewolucja” okazuje się że wirusy mocno zmutowały i stały się bardziej agresywne. Jak zmutowały wirusy to szczepionki również musiały ewoluować. I tym sposobem powstały szczepionki eksperymentalne i pozwalają jedna kartą uodpornić organ na wszelkie wirusy. Wymyślono też kwarantannę dzięki temu pozbywamy się danego wirusa na całą rozgrywkę i nie może już siać postrachu. Naszą ulubioną kartą w tym dodatku jest kombinezon ochronny, który można użyć w dowolnym momencie i chroni on przed efektem każdej karty przeciwnika więc może uchronić przed wirusem albo złodziejem. Niestety można użyć kombinezon tylko raz 🙁

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia. Zasady są dość proste i myślę że spokojnie można grać z młodszymi graczami. Jednak musimy wziąć pod uwagę fakt, że nieco gorzej mogą sobie radzić emocjonalnie, gdy ktoś kradnie ci ciało tuż przed wygraną. Jeśli wasze dzieci nieźle sobie radzą z przegraną i podkładaniem psikusów, generalnie lubią negatywną interakcję to spokojnie można grać z młodszymi. W ”Wirusa” może grać w od 2 do nawet w 6 osób.

Podsumowując gra jest bardzo fajna, łatwe zasady pozwalają zagrać nawet nie wprawionym graczom. Jest to typowa gra, w której chodzi o rywalizację z innymi, więc nie wszystkim przypadnie do gustu. Przyznam szczerze myślałam, że nie bardzo się u nas sprawdzi, bo nie mamy zbyt dużego wpływu na rozgrywkę, zależy od losowości kart i podkładanie psikusów przeciwnikom wprowadzi nerwową atmosferę. Jednak szybkość rozgrywki, że gra przebiega sprawnie szybko i raz się wygrywa i raz przegrywa powoduje że dzieci szybko zapominają że siostra przed chwilą ukradła całe moje ciało. Oczywiście nie obyło się u nas bez łez przegranego tym bardziej że za sprawą siostry czy taty który podrzucił nam wirusa tuż przed końcem rozgrywki. Nam tytuł bardzo się spodobał. Sprawdźcie sami czy dacie się wciągnąć w Wirusa.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • autor: Domingo Cabrero, Carlos López, Santi Santisteban
  • ilustracje: David GJ
  • tłumaczenie: Sławomir Czuba

„Roszada wśród zwierząt” Muduko – recenzja

Muszę przyznać że gra „Roszada wśród zwierząt” totalnie mnie zaskoczyła. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie próbowała przełożyć gry na życie codziennie.

Grając w „Roszadę wśród zwierząt” można pokazać dzieciom jak ważne jest planowanie i przygotowanie, a że plany w naszym domu są już od dość dawna i różnie bywa z podejście do nich. Raz dzieci je kochają, a raz nienawidzą, to mam taką nadzieję że gra pokazała im że są niezwykle istotne.

Jeśli Wasze dzieci próbowały grać w szachy, ale okazywały się nieco trudne i skomplikowane to polecam Wam „Roszadę wśród zwierząt” – takie szachy w wersji light. Muszę się przyznać, że ja w szachy jestem beznadziejna i córka z łatwością mnie ogrywa. Więc „Roszada wśród zwierząt” jest w sam raz dla mnie.

Trzy zwierzęta: kot, mysz i słoń przemierzają pola, by zdobyć swoje ulubione smakołyki. Jednocześnie boją się siebie nawzajem, co powoduje że zdobycie pożywienia dla swojej drużyny bywa utrudnione i jednocześnie potrafi pokrzyżować przeciwnikowi plany.

W pudełku znajdziecie:

  • 12 pionków zwierząt ( 4 komplety zwierząt),
  • 21 żetonów pożywienia,
  • 10 plansz mapy,
  • instrukcję.

Zanim przejdę do zaznajomienia Was z samą grą, wspomnę o pudelku, gdyż wyróżnia się ono na tle innych. Jak pewnie już wiecie Muduko stawia na ekologię, więc w tej grze nie spotkamy plastiku, a pudełko zostało wykonane z ekologicznego papieru i zostało pozbawione lakierowych zdobień. Dzięki temu wygląda jak w stylu retro z przygaszonymi kolorami. W środku znajdziemy oczywiście już barwne plansze do gry, żetony pożywienia i pionki zwierząt. Wszystkie elementy są wykonane z solidnej grubej tektury, nie znajdziemy to wcale plastiku, gra jest całkowicie przyjazna środowisku.

Zasady gry są dość proste, jednak w grze jest dużo planowania i to już od samego początku. Każdy z graczy otrzymuje swoją drużynę w skład której wchodzą 3 zwierzęta: słoń, kot oraz mysz. Zadaniem gracza jest zdobyć 5 żetonów pożywienia, bez znaczenia jakiego. Jednak zwierzęta jedzą tylko wybrane produkty: kot lubi rybkę, słoń orzechy, a myszka zboże. Jednak zwierzęta są nieco stachliwe i boją się siebie nawzajem ( czy to we własnej czy przeciwnej drużynie). Słoń boi się myszy i nie mogą stać na polach sąsiadujących, mysz boi się kot, a kot boi się słonia. Gdy kot zbliży się do myszy ta musi uciec na kolejne wolne pole.

Tym sposobem można blokować swoich przeciwników, przeszkadzając im w dotarciu do upragnionego pożywienia. Już na etapie ustawiania planszy i rozkładaniu swoich zwierząt trzeba mieć pomysł na rozgrywkę.

Gra przeznaczona jest dla dzieci od 8 roku życia i jestem podobnego zdania. Choć oczywiście można zagrać z młodszymi, bo zasady są bardzo proste. Jednak jeśli chcemy nieco więcej pogłówkować i grać wykorzystując elementy blokowania to zdecydowanie wiek 8 plus wskazany.

W grze „Roszada wśród zwierząt” możemy grać w 2, 3 lub 4 osoby. W zależności od ilości graczy dobieramy odpowiednią ilość plansz mapy

Podsumowując gra jest bardzo fajna, łatwe zasady pozwalają zagrać nawet nie wprawionym osobom. Uczy dzieci planowania, strategii tak aby wygrać i utrudnić zdobycie punktów przeciwnikowi. Zdecydowanie przypadła do gustu starszej córce (lat 9 ), która planuje już swoją rozgrywkę na etapie układania planszy. Jako wstęp do szachów sprawdzi się znakomicie, albo gdy mamy więcej niż 2 graczy. „Roszada wśród zwierząt” wprowadzi dzieci w świat planowania i strategii.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko
  • autor: Urtis Šulinskas
  • ilustracje: Tomasz Kaczkowski

„Planszówkowi kurierzy” Muduko – recenzja

Ja bardzo lubię matematykę. W szkole średniej zanim zaczynałam się uczyć biologi czy chemii to najpierw rozwiązywałam kilka zadań matematycznych tak dla relaksu. Czy moje dzieci pójdą w moje ślady, nie wiem… Jednak chciałabym pokazać im, że matematyka jest ok.

Z pomocą przychodzi mi gra „Planszówkowi kurierzy od wydawnictwa Muduko, która pozwala zaznajomić i zaprzyjaźnić się z dodawaniem i odejmowaniem w formie zabawy oczywiście.

Już jakiś czas temu pokazywałam Wam jak wygląda w środku, jednak czekałam z recenzją żeby zobaczyć czy wpłynie na zainteresowanie moich dzieci matematyką na dłużej.

Tutaj moje ogromne zaskoczenie zarówno u córki lat 6 i syna lat 3 mogę obserwować większe zainteresowanie dodawaniem i odejmowaniem poza grą. Syn ciągle pyta ile jest 2 dodać 3, albo ile musi dodać żeby było 9. Pytań i obliczeń mnóstwo, z czasem stara się liczyć na swoich palcach i do 10 idzie mu całkiem dobrze. Przy wyższych liczbach zwyczajnie brakuje palców. Idą na spacer liczy samochody, czy mijane psy, więc jest cień szansy że matematyka w szkole nie okaże się najgorszą zmorą. Natomiast córka która do tej pory liczyła na palcach zauważam że cześć obliczeń wykonuje w pamięci. A wszystko po to, aby wygrać w grze i zgarnąć odpowiednie paczki. A muszę przyznać, że córce wyjątkowo dobrze idzie w tej grze. Ostatnio stała się jedną z ulubieńszych, bo większość rozgrywek wygrywa. Może poznała coś czego ja nie wiem … Bo wstyd się przyznać ale ja przegrywam…

Wracając do wspomnianej gry „Planszówkowi kurierzy” którą możecie nabyć tutaj.

Zadanie w sam raz na nasze czasy, trzeba dostarczyć paczki do domów. Możemy to zrobić różnymi pojazdami. Bo kto powiedział że kurier musi jedzie tylko autem, zdecydowanie ciekawiej gdy paczki możemy dostarczyć: traktorem, dźwigiem, statkiem, bryczką a może samolotem. Paczki oczywiście też są różne zawierają jak na Planszówkowych kurierów przystało elementy niezbędne do gry a mianowicie: pionki, kostki i karty. Paczki są w różnych wielkościach i trzeba dobrze liczyć aby paczek zmieściło się w naszym pojeździe jak najwięcej i nie zostawało żadne puste miejsce. Kurierem miesiąca zostaje osoba która zrobi to najskuteczniej.

Znajdziecie 3 warianty gry, dzięki temu możemy dopasować rozgrywkę do umiejętności graczy. W zależności od wybranego wariantu napełniamy jak największą ilość pojazdów, lub najszybciej swoje pojazdy, lub dostarczamy paczki do domów graczy. A przyznam że domy są różne od wiejskiego domku po okazały zamek czy domek na wodzie.

Jak zawsze jakość wykonania jest nienaganna. Kartonowe elementy bardzo solidne a grafiki umieszczone bardzo różnorodne i cieszące oko.

Jeśli chcecie poznać dzieci z matematyką lub poćwiczyć liczenie w pamięci to gra „Planszówkowi kurierzy” świetnie się do tego nada. Nawet jeśli dzieci nie liczą sprawnie to paczki są różnej wielkości, tak więc nie da się wsadzić do pojazdu więcej niż jest to możliwe. Dzięki temu dzieci szacują wielkość paczek tak aby dobrze się zmieściły czy to w pojeździe czy w jednym z domów.

Metryczka:
  • autor – Reiner Knizia
  • ilustracje – Artur Nowicki
  • Wydawnictwo Muduko

„Postaw na klocka” Muduko – recenzja

„Postawa na klocka” to kolejna gra (po Ghost Adventure: Zakręcona Przygoda) od Muduko co wciąga dorosłych na całego. 🙂

W niewielkim pudełku znajdziemy sześć zestawów klocków, które różnią się kolorami, karty budowli, wskazujące co i na jakim poziomie należy zbudować, karty utrudnień, pionki pasujące kolorystycznie do klocków, plansza oraz instrukcja.

Przyznasz szczerze, że nie wierzyłam że jakieś układanie budowli z klocków może być ciekawe i wciągające. I tu wielkie zaskoczenie dla gry „Postaw na klocka” gdyż naprawdę wciąga.

W grę można grać samodzielnie, w drużynach 2 osobowych lub 3 osobowych. Więc w grze może brać udział maksymalnie 6 osób. Teoretycznie gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 12 lecz przyznam szczerze, że nasze 6 latka całkiem nieźle sobie radziła, choć wiadomo że lepiej jak gra z osobami w swoim wieku, bo w starciu z rodzicami czy starszą siostrą szanse na wygraną maleją.

Zasady gry „Postaw na klocka” są banalnie proste. Losujemy kolor swojego pionka, następnie dobieramy sobie 5 klocków w tym samym kolorze. Pionka stawiamy na dołączoną planszę na linii startu i zaczynamy. Odsłaniamy jedną kartę budowli i staramy się jak najszybciej zbudować budowlę z karty. Osoba która pierwsza zbuduje odpowiedni kształt wygrywa rundę zdobywa punkt i przesuwa swojego pionka na planszy. Rozgrywkę wygrywa gracz który jako pierwszy dojdzie do linii mety.

Jeśli gramy w 2 lub 3 osoby każdy otrzymuje po 10 klocków i samodzielnie układa wszystkie budowle. Grając w więcej osób każdy ma po 5 klocków i łączymy się tymczasowe drużyny aby wspólnie zbudować wskazaną wieżę. Dodatkowym zaskoczeniem są czerwone pola na planszy (są aktywne przy rozgrywce od 4 graczy) na których to musimy wylosować kartę trudności. Od tego momentu musi budować budowlę w ściśle określony sposób przedstawiony na karcie utrudnień. Przyznam szczerze, że nie jest łatwo budować z wyprostowanym łokciem czy używając tylko 2 palców choć z pozoru wydaje się to banalnie proste.

Na uwagę zasługują też nazwy budowli, które idealnie się zgrywają z nazwą gry. Nazwy stanowią nawiązanie do mitologii czy hitów kinowych lub w zabawny sposób łączą zwykłe rzeczy ze słowem klocek. Między innymi znajdziecie tam takie nazwy jak: kurokloc, klocomost,kloc-man, tałerkloc, klocejdon, klocozord. klocskalibur.

Niewielkie pudełko, niewiele elementów, proste zasady a ogrom emocji. W grze „Postaw na klocka” trenujemy cierpliwość, opanowanie, więc jak się ma słabe nerwy to można się nieźle … frustrować. Przed wszystkim ćwiczymy swoją zdolności manualne, dokładność, koordynację ręka-oko oraz wyobraźnię przestrzenną.

Świetna gra dla wszystkich, sprawdzi się na domówkach dla dorosłych jak i w rodzinnych rozgrywkach. Nawet układanie samych budowli bez presji czasu, wygranej przysparza nie lada wyzwań i to nie tylko dzieciom.

Metryczka:
  • autor – Paweł Świstek
  • opracowanie – Sławomir Czuba
  • grafiki i skład – Roman Kucharski, Maciej Czaplicki
  • Wydawnictwo Muduko

„W co się ubrać?” Muduko – recenzja

Niemalże codziennie słyszę pytanie W co się ubrać? Mam w domu 3 dzieci i przynajmniej jedno z nich albo ja sama 🙂 pyta w co się ubrać. Zastanawiamy się czy dany kolor bluzki pasuje do spodni. Albo czy 2 skarpetki oczywiście nie od pary dobrze ze sobą współgrają.

Jak dowiedziałam się że Muduko wypuści grę W co się ubrać to pomyślałam że to w sam raz dla nas.

Gra W co się ubrać? okazała się super rozrywką dla całej rodziny. Zwierzaki urządzają pokaz mody tylko W co się ubrać? Gdyż do wyboru jest wiele kolorów i wzorów. Na ratunek przychodzi karta położona na środku. Wskazuje ona trendy modowe i zwierzaki już wiedzą jak należy się wystroić 🙂

W pudełku znajdziecie:

  • 4 postacie zwierząt, które będziemy ubierać
  • 32 kolorowe foliowe przysłony, po 8 dla każdego zwierzaka
  • 48 kart wskazujących jak zwierzaki ubrać
  • instrukcję

Każdy z graczy otrzymuje zwierzaka i zestaw 8 foliowych przysłon. Proponuje położyć sobie przysłony na białej kartce, żeby łatwiej orientować się w kolorach. Na środku kładziemy karty misji wskazujące jak należy ubrać swojego zwierzaka. Odkrywamy pierwszą kartę misji i próbujemy ubrać naszego zwierzaka tak jak wskazuje karta. Ubieranie polega na wkładaniu przysłon do środka zwierzaka, tak aby jego ubranie zyskało barwy. Celowo napisałam próbujemy, bo okazuje się że należy połączyć odpowiednio przysłony w różnych kolorach, aby powstał odpowiedni odcień. Kart misji są 3 rodzaje, tak aby stopniować trudność. W najprostszych używamy tylko 2 przysłony a w najtrudniejszych 4 przysłony i dodatkowo zwrócić uwagę na wzorki.

Przyznam szczerze, że na początku musiałam z dziećmi nauczyć się łączyć przysłony tak aby powstały kolejne kolory i tu z pomocą przychodzi instrukcja, albo własne eksperymentowanie na białej kartce. Jak już opanujemy sztukę miksowania kolorów to można zaczynać rozgrywkę. Co okazuje się nie takie łatwe bo niektóre przysłony są 2 kolorowe, czasem trzeba się nieźle nagłowić. Karty misji (czyli te które wskazują jak ubrać zwierzaka) są w 3 poziomach trudności dzięki czemu możemy dostosować poziom do wieku dziecka one również wskazują jaką liczbę przysłon należy użyć, co nieco pomaga młodszym graczom. Nam przypadła bardzo do gustu bo nie tylko uczy łączenia kolorów, ale też wspomaga koordynację wzrokowo ruchową. Gra W co się ubrać? uczy planowania jak ułożyć, połączyć kolory, by każda część garderoby miała odpowiedni kolor. W grze wygrywa osoba, która najszybciej ubierze poprawnie swojego zwierzaka dlatego my tworzyliśmy własny wariant gry (dla młodszych graczy co nie lubią przegrywać) gdzie nie działamy na czas, tylko ważne jest poprawne ułożenie wzorków. Jak zaczęliśmy rozgrywki na punkty miałam obawę że zwierzaki czy przysłony będą się niszczyć, jednak tu jakość wykonania gry rozwiała moje obawy. Kolejna gra Muduko wykonana bardzo dobrze i wytrzymuje intensywne rozgrywki.

Do gry W co się ubrać? dostaliśmy zestaw farb do tkanin i mogliśmy łączyć kolory na bluzkach albo na czym tylko mamy ochotę. Zabawa w tworzenie wzorów na ubraniach pochłonęła całe popołudnie i wciągnęła całą rodzinę. Zostawiam Wam mały przedsmak tego co stworzyliśmy jak wyschnie to zrobimy własny pokaz mody.

Metryczka:

  • wydawnictwo: Muduko